Kategorie
Świątynia Słońca

Tajemnica dziurawego kamienia

artykuł z Życia Podkarpackiego z 2010-07-27

Zatrzymujemy się przed domem z czerwoną tabliczką „Sołtys”. Bo kto, jak nie sołtys, może najwięcej powiedzieć na temat tajemniczej Świątyni Słońca, która ponoć znajduje się gdzieś w okolicznych lasach.

– Samych was tam nie puszczę – mówi Władysława Baran, która sołtysuje w Nowinach Horynieckich. – Tylko wrócę po parasolkę, bo pogoda niepewna i możemy iść, ale koniecznie trzeba zacząć od kapliczki Matki Boskiej, a dopiero potem pójdziemy do kamienia. – Na końcu wioski skręcamy w prawo i gruntową drogą dojeżdżamy do łąki pełniącej funkcję parkingu. – Parking musi być, bo są dni, że ponad sto aut tutaj stoi – wyjaśnia pani sołtys. Malowniczymi schodkami schodzimy w głęboki, ciemny parów, gdzie tryska niezliczona ilość źródełek. Na jednym z nich stoi kaplica Matki Bożej. To tutaj 12 czerwca 1636 roku trójce pastuszków objawiła się Matka Boska. Woda z tego źródełka ma cudowną moc i pomaga w wielu przypadkach. Pewnie dlatego jegomość, którego mijamy, niesie aż cztery pięciolitrowe pojemniki. Wchodzimy do kapliczki. Pani sołtys podchodzi do ołtarza, po gospodarsku poprawia przechylony flakon z kwiatami i zaczyna opowiadać o tym miejscu. O źródłach pod kaplicą, do których jeszcze przed wojną zaglądała jej mama, o odpustach, na których bywały tysiące ludzi, a pociąg przejeżdżający nieopodal zatrzymywał się, pomimo że nie było tu żadnego przystanku. Stajemy przed figurą Matki Boskiej. – Kiedyś była piękniejsza – opowiada pani sołtys – ale jak w trzydziestym dziewiątym przyszli tu Sowieci, to ją rozstrzelali. Potem dopiero w czterdziestym trzecim jeden taki z tej okolicy wyrzeźbił nową, ale ona już nie jest taka, jak tamta. Opuszczamy święte miejsce i wracamy na skraj wioski, po czym już na piechotę wchodzimy w las, żeby znaleźć ślady pogańskiej świątyni.

Świątynia Słońca

Teraz pani sołtys okazuje się nie tylko świetnym przewodnikiem, ale też wytrawnym piechurem i prowadzi nas pod górę takimi miejscami, gdzie nie widać żadnego śladu ścieżki. – To niedaleko. Najwyżej dwa kilometry – pociesza, tłumacząc jak mieszczuchom. Po niedawnej ulewie wszystko paruje niczym dżungla podzwrotnikowa. Na szczycie las się przerzedza i jesteśmy już na miejscu. Pośrodku polanki tkwi duży głaz z otworem pośrodku, cały porośnięty mchem. Ustalamy kierunki i wychodzi, że otwór dokładnie wyznacza oś wschód-zachód. Dookoła, w promieniu kilkunastu metrów, leżą mniejsze kamienie. Od biedy w porządku, w jakim są ułożone, można dopatrzyć się kręgu. Jeden z kamieni ma wyraźny kształt siedziska. Pobudzając wyobraźnię, można zobaczyć postacie w białych giezłach, pląsające dookoła. Pani sołtys obchodzi krąg. – O tutaj jednego brakuje. Pamiętam, że miał kształt niecki – pokazuje parasolką i zaczyna opowiadać historię tego miejsca i wioski. – My ten las nazywamy buczyna. Mój dziadek mówił, że jego dziadek opowiadał, jak po najazdach tatarskich ściągnęli tutaj ludzi do karczowania lasów. Dziadek miał w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym siedemdziesiąt lat, więc łatwo wyliczyć, że mogło to być pod koniec siedemnastego wieku. Wtedy powstała wioska i to miejsce już istniało. Ludzie mówili, że to są pozostałości po pogańskiej Świątyni Słońca. Coś w tym musi być, bo do dzisiaj na okolicznych polach znajdujemy kamienne narzędzia, świadczące, że przed wiekami żyli tu ludzie. Ten tajemniczy kamień w latach trzydziestych odkrył pewien profesor, który przyjechał do uzdrowiska w Horyńcu. Dzisiaj wielu się tym miejscem interesuje. Niektórzy nawet mówią, że tu są jakieś specjalne energie. Ja tylko wiem, że tutaj bardzo łatwo zabłądzić i dlatego nikogo nie puszczam samego – kończy.

Ślady z przeszłości

Wracamy. Pani sołtys znowu prowadzi nas na przełaj, w dół. Po drodze opowiada, że w wiosce jest dwadzieścia siedem domów, ale w trzynastu mieszka tylko po jednej osobie. Mijamy ślady starych okopów i pojedyncze dołki strzeleckie. – To po pierwszej wojnie – kontynuuje pani sołtys. Tutaj w tysiąc dziewięćset piętnastym stał front i toczyły się ciężkie walki. Mnóstwo ludzi wtedy poległo. Zaraz jeszcze zaglądniemy na cmentarz, gdzie obok siebie leżą Niemcy, Austriacy, Rosjanie i Polacy. Po cmentarzu pani sołtys jeszcze pokazuje nam urokliwą kapliczkę św. Jana Nepomucena, ponoć postawioną przez ludzi, których z tureckiej niewoli wyzwolił Jan III Sobieski. A na koniec, już w wiosce przy drodze, mogiłę dwunastu mieszkańców Nowin, zamordowanych przez upowców. Wśród ofiar są trzy osoby z jej rodziny. Żegnamy się z panią sołtys, której najbliższe koło przewodników za wiedzę historyczną i propagowanie regionu powinno nadać honorowe członkostwo.

Nierozwiązana zagadka

No cóż, nie tylko nam nie udało się rozwikłać zagadki Świątyni Słońca. Dyrektor Muzeum Kresów w Lubaczowie Stanisław Makara zna piękną legendę o pogańskiej świątyni, ale jak powiedział – nie prowadzono jeszcze żadnych badań naukowych, które potwierdziłyby lub zanegowały fakt, że koło Nowin Horynieckich, w lesie zwanym buczyną, w czasach prehistorycznych istniało miejsce kultu. Jednak brak naukowych dowodów nie przeszkadza pasjonatom odwiedzać tego miejsca, tym bardziej że historia tego regionu jest niezwykle ciekawa.

Dodaj komentarz