Kategorie
Świątynia Słońca

Martwa cisza w Świątyni Słońca

Nieopodal Nowin Horynieckich znajduje się tak zwana Świątynia Słońca, słynie między innymi z tego, że nie chcą tam śpiewać ptaki i panuje tam ogólny bezruch i cisza, oto dowód, dźwięki nagrane dyktafonem ze Świątyni Słońca, na początku słychać tylko moje odchodzące kroki…

Kategorie
Świątynia Słońca

Świątynia Słońca

W gazecie codziennej Nowiny ukazał się ciekawy artykuł związany z Nowinami Horynieckimi, dotyczył Świątyni Słońca, kręgu kamiennego w lesie Nowińskim:

Do prastarej Świątyni Słońca w Lesie Buczyna koło Nowin Horynieckich trudno trafić. Są strzałki, drogowskazy, ale co z tego. Byle kto od razu pogubi się w gąszczu takich samych, ponurych drzew. Dojście jest tak skomplikowane, że tylko tutejsi lub osoby dobrze znający okolice mogą trafić. Jak ktoś trafi przypadkowo, to i tak nie zorientuje się, gdzie jest. Kilka porośniętych mchem głazów, o ile je w ogóle dostrzeże, nic mu nie powie.

Korzystamy z pomocy miejscowego przewodnika. Od dawna badającego Świątynię Słońca. Wchodzimy do gęstego lasu i szybko schodzimy z głównej drogi. Nie korzystamy z duktów czy leśnych ścieżek. Przewodnik idzie pewnym krokiem, ale nieco kluczy. Pewnie nie do końca nam ufa, więc nie chce zdradzić drogi dojścia do świątyni. Albo miejsca mocy, jak niektórzy wolą nazywać to miejsce.

Dochodzimy po dobrej pół godzinie marszu. Miejsce rzeczywiście jest jakieś dziwne. Ani śladu pracy człowieka, ani jednej drogi. Tylko wysokie drzewa, gęste krzaki i głazy obrośnięte mchem. Dotychczas gwar ptasi jest jakby znacznie cichszy.

Dzień dopiero budzi się do życia. Specjalnie wybraliśmy taką porę. Tak nam doradził przewodnik. W środku nocy lepiej się tutaj nie zapuszczać, ale i środek dnia nie jest najlepszą porą na zwiedzenie tego miejsca. Zresztą, już prastarzy mieszkańcy tych terenów wierzyli, że ranem moc tego miejsca jest najsilniejsza.

Gawędzimy o słowiańskich obyczajach, jemy śniadanie, fotografujemy, obliczamy położenie głazów i rysujemy je na mapie. Jesteśmy zdziwieni, bo na szkicu rzeczywiście powstają w miarę regularne figury geometryczne. Czyli ktoś je musiał celowo tak poustawiać. Nawet nie zauważamy, że już minęła jedenasta.

Gdy zbieramy się do odejścia, coś nagle się zmienia. Nie słychać już śpiewu ptaków. Nic nie słychać oprócz naszych oddechów i bicia serc. Nie wieje nawet najsłabszy wiaterek.

Czujemy się jakoś nieswojo. Przewodnik coraz mocniej naciska na nas, abyśmy wracali. Albo chociaż odeszli nieco z tego miejsca.

Dziwne. Wiatr nie wieje, a mamy wrażenie, że poruszają się suche liście na ściółce. Drzewa, jakby patrzą na nas z góry. Słychać jakieś stłumione głosy.

– A nie mówiłem. Lepiej było sobie pójść – mówi pan Marek, nasz przewodnik. Minę ma dość poważną.
Szybko wyjaśnia, że w tym miejscu często grasują południce. To wyjątkowo złośliwe stwory rodzaju żeńskiego.

– Znane były najstarszym Słowianom. Południce słynęły ze złośliwości. O wiele groźniejsze od różnych duchów i upiorów grasujących w nocy. W najlepszym wypadku robią jakieś drobne psoty. Ale potrafią również nieźle narozrabiać, a nawet wchłonąć do swojego świata człowieka. Przebywanie w tym miejscu w południe jest tak samo groźne, jak o północy – wyjaśnia przewodnik.

autor: Norbert Ziętal źródło: Nowiny