Kategorie
Leśna kaplica na wodzie

W tej wodzie jest moc – pisze Leszek Matela

Leszek Matela jest jednym z najbardziej znanych i cenionych radiestetów w Polsce. Jedną z jego pasji jest podróżowanie po miejscach mocy, a także odkrywanie ich. Na jednym z portali tematycznych, znalazłem taki oto artykuł Leszka Mateli, odnośnie źródeł w Nowinach:

Nie trzeba jechać do Lourdes, aby poczuć uzdrawiającą siłę wody. W Polsce również znajduje się kilka źródełek o niezwykłej mocy.

Polska południowo-wschodnia obfituje w niezwykłe miejsca mocy. Wyznacza je szlak cudownych źródełek oraz starych drewnianych kościółków i cerkiewek.
Wędrówkę rozpoczynamy w Nowinach Horynieckich na Roztoczu, a zakończymy w sanktuarium w Ludźmierzu na Podhalu.

Kaplica na wodzie
Okolice Horyńca Zdroju mają niezwykły mikroklimat. Zasobne są w źródła mineralne oraz – jak mówią znawcy tematu – najlepsze w Europie borowiny. Szczególne miejsce w tych stronach zajmują położone w leśnej dolince źródełko i kapliczka na wodzie w Nowinach Horynieckich. W tym właśnie miejscu 12 czerwca 1636 r. miała objawić się trójce biednych pastuszków Matka Boska.


Badania radiestezyjne wykazują, że występują tu energie sięgające poziomu 37 tys. jednostek Bovisa (biopole człowieka zdrowego to średnio ok. 6,5 tys. jednostek). Dominują uzdrawiające wibracje w kolorze białym. I pewnie dlatego tutejsza woda ma niezwykłe działanie uzdrawiające. Zaleca się stosować ją w chorobach oczu, na lepsze trawienie i przemianę materii, na choroby narządów rozrodczych u mężczyzn, dolegliwości płucne oraz regenerację tkanki kostnej. Układ promieniowań sprawia, że ludzie przebywający w tym miejscu odzyskują dobre samopoczucie.

źródło i ciąg dalszy artykułu: astromagia.pl

Kategorie
Leśna kaplica na wodzie

Tajemnica krzyża z barwinków za figurą

Większość, jak nie wszyscy, którzy odwiedzają miejsce, gdzie jest kaplica na wodzie w Nowinach Horynieckich, nie zauważa „barwinkowego krzyża”. Usytuowany jest on za figurą Maryi, na stromej skarpie. Ponoć barwinki same wyrosły w takim kształcie. To miejsce cudu objawienia Maryjnego, więc uformowanie takiego krzyża, mogło nastąpić samoczynnie.

Można się też zastanawiać, dlaczego znalazł się w tym miejscu krzyż? Będąc w tym miejscu z księdzem Mirosławem prowadzącym ośrodek rekolekcyjny w Kaliszanach, gdy pokazałem mu ten krzyż powiedział, że to całkowicie normalne. Zawsze tam gdzie jest Maryja, jest i Chrystus. W Nowinach Chrystus szczególnie się objawia pod postacią krzyża, ale i „wody żywej”. Owa woda żywa wypływa spod figury, stąd niektórzy mówią, że właśnie ta woda spod figury ma właściwości uzdrawiające…

Kategorie
Świątynia Słońca

Martwa cisza w Świątyni Słońca

Nieopodal Nowin Horynieckich znajduje się tak zwana Świątynia Słońca, słynie między innymi z tego, że nie chcą tam śpiewać ptaki i panuje tam ogólny bezruch i cisza, oto dowód, dźwięki nagrane dyktafonem ze Świątyni Słońca, na początku słychać tylko moje odchodzące kroki…

Kategorie
Różności

Książka o uciekinierach z Nowin Horynieckich

W sieci można znaleźć niezwykłą, i rzadko spotykaną pozycję książkową poświęconą wiosce Piastowo. Historia tej wioski jest bardzo specyficzna, gdyż zamieszkują ją potomkowie rodzin, które uciekały ze swoich rodzinnych stron przed bojówkami UPA. Byli to głównie mieszkańcy Nowin Horynieckich i Rudki koło Brusna. Niesamowita lektura przedstawiająca losy uciekinierów, którzy stworzyli nowa wioskę od zera. Kliknij TUTAJ aby ściągnąć spakowany rarem plik, lub na poniższy obrazek:

(Zgodnie z polskim prawem ściągnięte pliki posiadające prawa autorskie można przechowywać na dysku przez 24h)
Kategorie
Leśna kaplica na wodzie

Film o Kaplicy Nowńskiej

Kategorie
Leśna kaplica na wodzie

Historia dewastacji kaplicy Nowińskiej

W latach dwudziestych grasowała w okolicach Horyńca banda rabunkowa, która napadała na kościoły, grobowce na cmentarzach i kaplice. W listopadzie 1923 roku włamali się oni do grobowca ks. Ponińskich na cmentarzu horynieckim, rozbili drzwi i pootwierali kilka zapieczętowanych trumien, nic jednak nie zabierając, ci też sami najprawdopodobniej sprawcy włamali się tego 1923 roku do kaplicy w Nowinach Horynieckich. Przez okno w bocznej ścianie kaplicy dostali się do jej wnętrza, zdarli sukienkę z figury M. Bożej nad ołtarzem i obicie z ołtarza oraz zabrali woskowe świece ze świeczników. Powyższe szkody naprawiono wiosną 1924 roku i oszalowano drzwi wejściowe.
Za pieniądze zbierane na potrzeby kaplicy, o. Figura odrestaurował trochę okazalej jej wnętrze. Sprawił w roku 1932 nieduży i prosty dębowy ołtarz. W latach następnych odnowiono sygnaturkę i obmurowano źródełko, ujmując je w niewielkie zagłębienie z odpływem. Na sąsiednim zaś ściętym zboczu wzgórza ustawiono naturalnej wielkości kamienną figurę N. M. P. Niepokalanej. Dojście do niej od kaplicy prowadziło przez mostek na strumieniu i przez wyłożone kamieniami schody.

Kaplica w Nowinach, chociaż mała i uboga, stawała się miejscem coraz liczniejszych pielgrzymek. Dopiero wybuch drugiej wojny światowej zahamował pielgrzymki wiernych, a samej kaplicy przyniósł kilkakrotnie szkody.
Już w r.1940 nieznani prowokatorzy bezbożnictwa rozbili na kawałki kamienną figurę Matki Bożej, stojącą na zboczu obok kaplicy. Około zaś Wielkanocy w r.1941 podobni sprawcy próbowali wyważyć drzwi do kaplicy. Gdy im się to nie udało, rozbili boczne okno i strzaskali gipsową figurę Matki Bożej, stojącą przy ścianie. Musiał przy tym ich ktoś spłoszyć, bo porzucili pod kaplicą przyniesione drągi i zbiegli. Fakty takie wówczas nie były czymś odosobnionym. W wielu innych miejscach zostały wtedy porozbijane i poniszczone krzyże przydrożne, figury i kapliczki. Ludność miejscowa z bólem serca patrzyła na takie czyny. Widziała bowiem w tym wyraźną swawolę prowokatorów, działających wbrew obowiązującemu prawu, chcąc w ten sposób rozdrażnić i dokuczyć wierzącej ludności. Dlatego ze spokojem, jak tylko mogli naprawiali wyrządzone szkody. Dowodem takiego samodzielnego czynu ludności Horyńca było ustawienie dużej i pięknej figury M. Bożej Niepokalanej przy przejeździe kolejowym, w drodze ze stacji do Horyńca, w maju 1943 roku przystąpiono też wtedy do sprawienia nowej figury kamiennej przy kaplicy w Nowinach Horynieckich. Zajął się tym wikary o. Tomasz Mazur, a figurę w kamieniu wykonał Duś, kamieniarz miejscowy z Brusna Starego. Zapłacono ją z pieniędzy składkowych i ustawiono na dawnym miejscu latem lub jesienią 1943 roku /dokładnej daty źródła nie podają/. W zimie natomiast partyzanci radzieccy wysadzili w powietrze transport wojskowy niemiecki na torze kolejowym przebiegającym koło kaplicy w Nowinach. Niemcy z rozbitego transportu, w pościgu za sprawcami napadali na kaplicę, wyłamali jedno skrzydło drzwi, zdemolowali wnętrze, a nowej kamiennej figurze stojącej obok kaplicy odbito głowę oraz spalili całą wieś Nowiny Horynieckie, oddaloną około 2km od miejsca wypadku. Przez następnych kilka lat kaplica stała nieuczęszczana z powodu grasujących na tych terenach band ukraińskich. Kawałek pola przed kaplicą zarósł młodym zagajnikiem, studzienka wewnątrz niej porozpękała się. Odremontowano wnętrze kaplicy wraz ze studzienką przed odpustem św. Antoniego w 1948r., osuszono wtedy dziedziniec przed kaplicą, przy pomocy krytych rowów ściekowych oraz naprawiono uszkodzoną figurę, spajając cementem odpadniętą głowę ze stojącym korpusem. Na dzień odpustu posiadała już kaplica choć skromny, ale właściwy wygląd.

(tekst oryginalny ze źródeł kościelnych)

Kategorie
Leśna kaplica na wodzie

Dokładniej o historii wystawienia kaplicy

Kult Matki Bożej powiększył się wydatnio od chwili wystawienia kaplicy w Nowinach Horynieckich. Lud z różnych stron napływał do kaplicy, przypisując też cudowne własności wodzie strumienia, wypływającego spod kaplicy. Nową bowiem kaplicę wystawiono na miejscu dawnej kapliczki tak, że płynący tam strumyk znalazł się pod kaplicą i jakby spod niej wypływał. Konkretnych i stwierdzonych faktów źródła nie podają, chociaż między ludem opowiadają o uzdrawiającym działaniu wody, zwłaszcza przy chorobach oczu. Najwięcej pielgrzymów przybywało do kaplicy w Nowinach Horynieckich przy okazji odpustu św. Antoniego. Z czasem utarł się nawet zwyczaj, że w wigilię tego odpustu (12.06) wyruszała z kościoła w Horyńcu uroczysta procesja do kaplicy w Nowinach Horynieckich. W kaplicy śpiewano Litanię do M. Bożej, następowało kazanie i poświęcenie wody aby zanieść ją sobie do domu, a procesja wracała do kościoła. Później zaczęto w dniu odpustu (13.06) odprawiać w kaplicy Mszę św. Kaplica stała jednak na podmokłym gruncie, co przyczyniło się do jej rychłego zniszczenia. Już w r.1871 wspomina o. Fudala o przeprowadzeniu remontu kaplicy przed odpustem św. Antoniego, a około roku 1890 znajdowała się już w złym stanie. W r.1896 o. Bogaczyk zatroszczył się o wystawienie nowej i większej kaplicy. Na murowanym z kamienia fundamencie wystawiono kaplicę drewnianą, krytą gontem i z wieżyczką blaszaną z dzwonkiem. Poświęcenia dokonał o. Placyd Krupiński (za zezwoleniem metropolity lwowskiego, arcybiskupa Seweryna Morawskiego) i on tez w niej pierwszą Mszę św. odprawił. Odtąd zaczęto częściej urządzać procesje z kościoła do kaplicy, w niektóre niedziele i święta Matki Bożej, wypadające w porze letniej. Indult mszalny na lat 10 dla kaplicy uzyskał o. Serwin w r.1908, co jeszcze bardziej podniosło jej znaczenie i nabożeństw w niej urządzanych. Grunt otaczający kaplicę, składający się ze stoków wzgórza porośniętego lasem i niewielkiego płaskiego przedpola, nabył na własność klasztoru horynieckiego o. Figura. Kawałek równego gruntu uprawiał wyznaczony przez gwardiana kościelny kaplicy. Nabyty grunt zaintabulowany został na Kościół parafialny w roku 1914.

Niebogate musiało być wnętrze kaplicy, ale i ono zostało zrabowane przez żołnierzy rosyjskich (schizmatyków), którzy wybiwszy w niej okno dostali się do jego wnętrza. Szkody te jednak już wkrótce zostały naprawione. Zaraz po pierwszej wojnie światowej, w r.1919 prowincjał o. Karwacki, podczas wizytacji klasztoru, obszerniej opisuje kaplicę w Nowinach Horynieckich. Pisze o niej, że jest to jakby kościółek filialny, mieszczący około 400 osób, drewniany, kryty blachą.

Kaplica stała na gruncie klasztornym, ale nie była jeszcze zaintabulowana na parafię i nie posiadała odnowionego indultu mszalnego. Powyższe formalności przeprowadził gwardian, o. Dawid Semen w r.1920, a z ofiar zbieranych w kaplicy utworzył specjalny fundusz oszczędnościowy na jej potrzeby.
Wnętrze kaplicy opisuje tenże prowincjał, o. Alojzy Karwacki w r.1921. Ołtarzem była prosta menza z drzewa. Nad nią umieszczona była starszej daty figura drewniana Matki Bożej bez dzieciątka. Na ścianie bocznej znajdowała się inna figura M. Bożej, gipsowa. Obie figury odziane były w jedwabne suknie. Ściany kaplicy zawieszone były licznymi obrazkami w ramkach i medalikami, oznaczającymi podziękowania za otrzymane łaski.

Kategorie
Różności

Kaplica Św. Jana Nepomucena

Zacząć trzeba od tego, kto to był Św. Jan Nepomucen, krótka jego charakterystyka odpowie na wiele intrygujących pytań dotyczących ilości kapliczek i miejsc poświęconych czci świętego.
Św. Jan urodził się w Nepomuku (Pomuku) w Czechach. Swoje życie zakonne sprawował jako kanonik katedry Św. Wita oraz wikariusz arcybiskupa Pragi. Ze śmiercią Św. Jana wiążą się dwie legendy. Jedna dotyczy spiskowania duchownych za sprawą arcybiskupa przeciwko władcy – Wacławowi IV Luksemburczykowi. Król Wacław, który nie znosił ani krytyki ani tym bardziej przeciwstawiania się zaprosił „niesfornych” duchownych knujących za jego plecami na dwór po czym uwięził ich. Po długich przesłuchiwaniach część została wypuszczona, większej części  duchownych udało się uciec niestety Św. Jan pozostał i po ciężkich torturach głównie przypalania, kłucia ciała, brutalnym pobiciu. W nocy 20 marca 1393 roku postawiono świętego na moście nad rzeką Wełtawą przywiązano do jego szyi ciężkie kamienie i wrzucono do wody w tym samym momencie niebo rozświetliło pięć gwiazd symbolizujących pięć cnót męczennika o czym świadczą charakterystyczne  elementy niektórych rzeźb i malowideł.
Druga z legend mówi iż Św. Jan był spowiednikiem pierwszej małżonki Wacława IV- Joanny Bawarskiej. Król podejrzewał żonę o zdradę i próbował wymusić aby kapłan złamał tajemnicę spowiedzi, kiedy ten odmówił został torturowany i wrzucony z mostu do Wełtawy w miejscu gdzie utonął pojawiło się światło ułatwiające znalezienie zwłok a na niebie zapłonęło pięć gwiazd. Św. Jan jest patronem strzegącym mostów, chroniącym przed powodzią, mającego w opiece tonących oraz wszystkich niosących na swych barkach tajemnicę spowiedzi.

Kapliczkę, gdzie jest figura św. Jana Nepomucena spotykamy w Nowinach Horynieckich. Jest to wschodnia część miejscowości, otoczona pięknym zielonym drzewostanem. Kapliczka wzniesiona została przez uwolnionych jeńców przez Jana III Sobieskiego z jasyru tatarskiego. Wewnątrz kapliczki znajduje się drewniana figura św. Jana Nepomucena, warto także zwrócić uwagę na sygnaturkę wieżyczki na dachu, jeśli chodzi o budynek jest w bardzo dobrym stanie. Okienka są półkoliste i zamknięte, dach trójpołaciowy. Podczas I Wojny Światowej były obok kapliczki mogiły żołnierzy austriackich i rosyjskich, którzy zginęli podczas bitwy w 1915 roku. Możliwe, że byli też zakopani tutaj pojedynczy mieszkańcy Nowin zmarli na cholerę po tej bitwie. Dlatego mieszkańcy zaznaczyli teren kamiennym krzyżem z lat 1914-20 z napisem: „od powietrza głodu ognia i wojny zachowaj nas Panie”.

tekst WMB foto glc

Wideo z widokiem na kapliczkę od północy:

 

Kategorie
Różności

Krzyż „Jeleń”

Za czasów kiedy bywał na terenach Nowin Horynieckich król Jan III Sobieski, pozostała nie tylko legenda, czy też fakt historyczny o ściganiu rozbitych tatarów pod Cieszanowem, i właśnie w Nowinach ponoć ich rozbił, ale trochę dalej, bliżej Horyńca – ale kojarzony z Nowinami, stoi drewniany krzyż. Jest on bardzo specyficzny, postawili go myśliwi na pamiątkę specyficznego zdarzenia, ponoć miał ustrzelić w tych lasach Nowińskich król Sobieski ogromnego rogacza (jelenia, lub kozła, lub byka, różne padają określenia). Krzyż charakteryzuje się tym, że ma w miejscu przecięcia belek wizerunek, płaskorzeźba drewniana, jelenia, stąd nazwa Krzyż Jeleń.

Kategorie
Świątynia Słońca

Świątynia Słońca

W gazecie codziennej Nowiny ukazał się ciekawy artykuł związany z Nowinami Horynieckimi, dotyczył Świątyni Słońca, kręgu kamiennego w lesie Nowińskim:

Do prastarej Świątyni Słońca w Lesie Buczyna koło Nowin Horynieckich trudno trafić. Są strzałki, drogowskazy, ale co z tego. Byle kto od razu pogubi się w gąszczu takich samych, ponurych drzew. Dojście jest tak skomplikowane, że tylko tutejsi lub osoby dobrze znający okolice mogą trafić. Jak ktoś trafi przypadkowo, to i tak nie zorientuje się, gdzie jest. Kilka porośniętych mchem głazów, o ile je w ogóle dostrzeże, nic mu nie powie.

Korzystamy z pomocy miejscowego przewodnika. Od dawna badającego Świątynię Słońca. Wchodzimy do gęstego lasu i szybko schodzimy z głównej drogi. Nie korzystamy z duktów czy leśnych ścieżek. Przewodnik idzie pewnym krokiem, ale nieco kluczy. Pewnie nie do końca nam ufa, więc nie chce zdradzić drogi dojścia do świątyni. Albo miejsca mocy, jak niektórzy wolą nazywać to miejsce.

Dochodzimy po dobrej pół godzinie marszu. Miejsce rzeczywiście jest jakieś dziwne. Ani śladu pracy człowieka, ani jednej drogi. Tylko wysokie drzewa, gęste krzaki i głazy obrośnięte mchem. Dotychczas gwar ptasi jest jakby znacznie cichszy.

Dzień dopiero budzi się do życia. Specjalnie wybraliśmy taką porę. Tak nam doradził przewodnik. W środku nocy lepiej się tutaj nie zapuszczać, ale i środek dnia nie jest najlepszą porą na zwiedzenie tego miejsca. Zresztą, już prastarzy mieszkańcy tych terenów wierzyli, że ranem moc tego miejsca jest najsilniejsza.

Gawędzimy o słowiańskich obyczajach, jemy śniadanie, fotografujemy, obliczamy położenie głazów i rysujemy je na mapie. Jesteśmy zdziwieni, bo na szkicu rzeczywiście powstają w miarę regularne figury geometryczne. Czyli ktoś je musiał celowo tak poustawiać. Nawet nie zauważamy, że już minęła jedenasta.

Gdy zbieramy się do odejścia, coś nagle się zmienia. Nie słychać już śpiewu ptaków. Nic nie słychać oprócz naszych oddechów i bicia serc. Nie wieje nawet najsłabszy wiaterek.

Czujemy się jakoś nieswojo. Przewodnik coraz mocniej naciska na nas, abyśmy wracali. Albo chociaż odeszli nieco z tego miejsca.

Dziwne. Wiatr nie wieje, a mamy wrażenie, że poruszają się suche liście na ściółce. Drzewa, jakby patrzą na nas z góry. Słychać jakieś stłumione głosy.

– A nie mówiłem. Lepiej było sobie pójść – mówi pan Marek, nasz przewodnik. Minę ma dość poważną.
Szybko wyjaśnia, że w tym miejscu często grasują południce. To wyjątkowo złośliwe stwory rodzaju żeńskiego.

– Znane były najstarszym Słowianom. Południce słynęły ze złośliwości. O wiele groźniejsze od różnych duchów i upiorów grasujących w nocy. W najlepszym wypadku robią jakieś drobne psoty. Ale potrafią również nieźle narozrabiać, a nawet wchłonąć do swojego świata człowieka. Przebywanie w tym miejscu w południe jest tak samo groźne, jak o północy – wyjaśnia przewodnik.

autor: Norbert Ziętal źródło: Nowiny