W różnych przewodnikach, folderach, mapach, artykułach prasowych i internetowych, można znaleźć informację o niezwykłym obiekcie ulokowanym nieopodal Nowin Horynieckich. W Uroczysku Buczyna, znajduje się niecodzienna i niespotykana na skalę światową atrakcja, to Roztoczańskie Stonehenge: Świątynia Słońca. Większość turystów zachęcona niezwykłą nazwą, z dużym trudem dociera na miejsce i tam niemiła niespodzianka. Znajdują tylko dziwny kamień, mniej więcej metr wysokości, z dziurą w środku, robią zdjęcie i zniesmaczeni odchodzą. Na dodatek wygląda na to, jakby ten kamień sam z siebie naturalnie powstał i się ukształtował. Czy faktycznie Nowińska Świątynia Słońca to dużo hałasu o nic?

Zaglądając do Centralnego Rejestru Geostanowisk Polski, możemy dowiedzieć się bardzo ciekawych rzeczy o interesującym nas obiekcie. Świątynia Słońca nie jest położona w Nowinach Horynieckich, ale w Niwkach Horynieckich w lesie Buczyna, krainą geograficzną jest tutaj Roztocze Wschodnie. Ochronie, niestety, podlegają tylko dwa obiekty, skałki „żaba” i „tron”. „Żabą” w tym przypadku określono potocznie nazywany monolit Świątyni Słońca, o wymiarach: dł. max.: 1,9 m, szer. max.: 2,1 m, wysokość: 1,7 m, obwód: 6,3 m, nachylona 40° NE. Wygląda na to, że „żaba” niemal w połowie siedzi w ziemi. Tymczasem „tron” ma wymiary: obwód: 3,3 m, przekątne: 1 m i 1,1 m. Oba obiekty są oddalone od siebie o 22 metry.

Uznaje się, że miejsce służyło do kultu pogańskiego, czczonym Bogiem na tych ziemiach miał być Swaróg, słowiański bóg słońca, ognia i kowalstwa. Na Roztoczu to drugie miejsce kultu Słowiańskiego po „Piekiełku” Tomaszowskim. Wedle miejscowej tradycji, miejsce miało szczególną wagę, gdyż odbywały się tam misteria, czyli obrzędy religijno – magiczne. Zaczynały się o świcie, gdy wschodziło słońce, podczas przesilenia letniego, wtedy przez otwór w kamieniu miał paść na ziemię pierwszy promień słońca i rozpocząć obrzędy. Od razu niestety ukazują się pewne nieścisłości, gdyż kamień jest akurat tak nachylony, że fizycznie jest niemożliwe, by promień słońca przez niego przeszedł o wschodzie. Chyba, że kiedyś nie był on przechylony, jak dzisiaj, tylko stał pionowo, a przechylił się z czasem. Nie znamy dokładniejszych opisów wymienionych misteriów, ale można wnioskować, że wyglądały one trochę inaczej, niż bliżej nieokreślone rytuały, rozpoczynające się od wschodu słońca. Słowianie zazwyczaj mieli bardzo charakterystyczny szablon rytualny, istniały czasy przejścia i czasy przesileń. Czasy przesileń, to południe, gdy grasowały demony nazywane Południcami i wtedy nikt na polu nie mógł przebywać, oraz północ, czas nocnych demonów, diabłów. Czasem przejścia był czas wschodu słońca, potocznie związany z życiem i zachodu, związany ze śmiercią. Dodając do tego czasy przesileń astronomicznych na wiosnę, lato, jesień i zimę, otrzymamy bardziej szczegółowy obraz.

Rekonstrukcja misteriów Świątyni Słońca wydaje się być trudna, gdyż nie mamy dokładnych podań. Na podstawie historii, możemy wnioskować, jaka cywilizacja pogańska tutaj mogła bytować i na tej podstawie snuć dalsze domysły. Zanim powstało państwo Polskie i Ruskie, te ziemie należały do Lędzian, to trop do dalszych poszukiwań, niestety na inną okazję.

Trudne też jest dokładne określenie, jak pierwotnie to miejsce wyglądało, gdyż akurat w tym miejscu prowadzono działania wojenne podczas I Wojny Światowej i żołnierze wykopali tutaj trochę okopów. Przez te działania, a także, jak dowiedzieli się geolodzy, przez prymitywny proceder, kradzieży pomniejszych kamieni do ogródków skalnych(!), Świątynia Słońca straciła swój oryginalny charakter bezpowrotnie. To, co pozostało, nie daje naukowcom dużego pola manewru do badań, zaprzeczają oni też pogłoskom, szerzonym nawet w przewodnikach, że pozostałe kamienie tworzą jakieś geometryczne kształty. W żadnym wypadku, nie można dopatrzeć się też kręgu z kamieni, gdyż strona północno wschodnia jest całkowicie pozbawiona kamieni.

Kwestia otworu w największym kamieniu, oraz dziur w innych kamieniach, została uznana przez geologów za naturalne twory natury, powstałe w wyniku wietrzenia skał. Ten otwór właśnie stanowi o tym, że tak niezwykłe jest to miejsce, jeżeli zrobiła to natura, to prawdopodobnie jedyny taki twór na ziemi. Nie ma się, co dziwić, że wybrano to miejsce do obrzędów. Natomiast, jeżeli jednak kiedyś, tę dziurę wydrążył człowiek, to oznacza, że musiał być w tym określony cel astronomiczny. Jeżeli człowiek specjalnie ukształtował całe to miejsce, będzie to oznaczać, że mamy przed sobą skomplikowany zegar astronomiczny. Każdy z ustawionych kamieni wtedy powinien wyznaczać dane wydarzenie astronomiczne, które następuje cyklicznie. Przykładowymi wydarzeniami astronomicznymi są przesilenia, które są związane z porami roku, jak Noc Kupały z 21 na 22 czerwca, Święto Godowe 21 na 22 grudnia. Także zaćmienia słońca, księżyca, czy też pojawianie się komet. W tym przypadku każdy kamień mógł mieć znaczenie, mógł coś oznaczać, jego precyzyjne położenie w danym miejscu, wyznaczało z danego punktu obserwacyjnego dane wydarzenie astronomiczne. To też, może być powód chaosu w rozmieszczeniu kamieni w Świątyni Słońca.

Z oczywistych rzeczy czas przejść do tych bardziej zagadkowych. Miałem okazję kilka razy z różnymi ludźmi przebywać w Świątyni Słońca, niektórzy z nich mówili mi, że się źle czują w tym miejscu, mając odczucia, że coś złego się tu działo. Nie wydaje się to dziwne. Nie tylko ze względu na wyobrażenia składania krwawych ofiar bogu słońca, ale przez działania militarne podczas I Wojny Światowej, pobliski cmentarz wojenny, poza tym, łuski po pociskach są tam wszędzie. Także podczas II Wojny Światowej, a szczególnie przez oddziały UPA, „wiele kul tutaj Bóg nosił”. Miałem też możliwość, przebywać tam w towarzystwie osób badających energię miejsca za pomocą wahadeł, co ciekawe wychodziło im, że kamień nazywany „żabą” ma niezwykle duży poziom energetyczny. Dla radiestetów, kamień ten to tak zwane miejsce mocy, czyli miejsce, gdzie można czerpać uzdrawiającą energię. Dlatego też, miejscem tym interesują się pogańskie związki wyznaniowe, uważając Świątynię Słońca za jedno z niewielu miejsc świętych dla Słowian, które przetrwało w dość dobrym stanie.

Teraz całkowita nowość związana z tym niezwykłym miejscem. Przebywając kilka godzin na miejscu gdzie jest Świątynia Słońca, obejrzałem z każdej strony ten monolit, oraz inne kamienie, ale dodatkowo przeczesałem teren wokół. Okazuje się, że jednak to miejsce jest dziwne. Ludzie, którzy przychodzą tutaj pierwszy raz, zazwyczaj się gubią, sam miewam kłopoty z namierzeniem tego kamienia, gdyby nie ścieżka i oznakowanie, znalezienie go byłoby bardzo trudne. Inna sprawa, która wielu zadziwia, to że często, o ile nie zawsze, jest w Świątyni Słońca bardzo cicho, nawet postanowiłem nagrać na dyktafon odgłosy. Niestety, tylko głuchy szum, można nawet usłyszeć szczękające psy z Niwek, tak przeszywająca cisza tu panuje i bezruch powietrza. Inną ciekawą rzeczą jest to, że okoliczni mieszkańcy, na swoich polach znajdują kamienne narzędzia, co oznacza, że zamieszkiwały te ziemie jakieś ludy prehistoryczne. Być może, reliktem z tamtych czasów jest nazwa terenu, między Lasem Buczyna a Kaplicą Na Wodzie, „Pod Sawarychą” widniejącą jeszcze na starych mapach, a mogąca mieć związek z bogiem Swarogiem. Wnioskować można, że miejsce ze Świątynią Słońca w Buczynie nazywać się mogło „Sawarychą”.

Mając te wszystkie informacje, można sobie teraz wyobrazić sam teren. Jest to płaskowyż, ale położony 343 m n.p.m. „Żaba” usytuowana jest około 22 metrów od „tronu”, który wyznacza południe, ale jednocześnie jest usytuowany na skraju płaskowyżu, dalej teren znacznie się obniża, tworząc coś w rodzaju półwyspu. Ponad 50 m od „żaby” na wschód, a także około 50 m na zachód, tworząc ponad stumetrową średnicę, płaskowyż ścięty jest po obu stronach i ma wąwozy. Tylko od strony północnej nie ma wąwozu, co tworzy coś w rodzaju otwartego koła. Przeczesując dokładniej teren w kręgu o średnicy 100 metrów, znalazłem więcej kamieni. Wygląda na to, że kamienie są wszędzie, tylko siedzą głębiej. Problem w tym, że „żaba” w takiej konfiguracji nie może stanowić centrum. Postanowiłem zasiąść na „tronie” i porozmyślać nad tym, rzucenie okiem na wschód i na zachód rozwiązało prawdopodobnie zagadkę. „Żaba” ma inne zadania, a głównym rozdającym jest „tron”. Jeżeli usiądziemy na „tronie” po lewej będziemy mieć ciekawą linię z porozrzucanych kamieni idącą prosto na zachód i na skraj wąwozu zachodniego, łączącego się z północnym płaskim terenem. Tymczasem na wschód, daleko tuż przy skraju wschodniego wąwozu, jakieś 100 metrów od nas, znajduje się kilka kamieni, wyznaczających linie wycelowane na wschód. Mimo wszystko, wygląda na to, że to miejsce ma największą koncentracje kamieni na zachodnim krańcu. Sam monolit z dziurą w środku, jest ciekawy pod tym względem, że pada przez niego promień światła na ziemię, ale w momencie, gdy słońce znajduje się na zachodzie. Chyba lepiej tego kawałka terenu o 100 metrowej średnicy nazwać nie można, jak „Świątynia Zachodzącego Słońca”.

Wygląda na to, że jest co badać. Teren o średnicy około 100 metrów powinien być jak najszybciej wzięty pod ochronę, dwa kamienie to za mało, podczas gdy z roku na rok całość obiektu jest dewastowana i traci swój oryginalny charakter. „Sawarycha” ma potencjał stać się obiektem, który będzie przyciągał ogromną ilość turystów. Potrzebujemy tylko bardziej dokładnych badań, nie tylko z geologii, ale innych dziedzin. Nasze Roztoczańskie Stonehenge (należy przypomnieć, że kamienny kręg z Anglii miał nie tylko funkcję kultową, czy też stanowił miejsce zebrań plemiennych, ale w jego okolicach, samemu będąc centrum, usytuowane były cmentarzyska), podobne jest do tak zwanych kromlechów (kamienne kręgi).

Wiele hałasu o nic? Czy jednak mamy przed sobą pasjonujący obiekt? Jedno jest pewne, trzeba rozpocząć działania, mające na celu objęcie ochroną Świątynię Zachodzącego Słońca, „żaba” i „tron” to stanowczo za mało.

Dodaj komentarz