Trzy artykuły z gazet, na temat Świątyni Słońca w okolicy Nowin Horynieckich. Na ich podstawie można się dowiedzieć, czym jest, czy też było to niezwykłe miejsce na ziemi horynieckiej.

Czy pradawni mieszkańcy Roztocza oddawali cześć Swarogowi? – artykuł z Echa Roztocza na temat Świątynia Słońca.

Na Roztoczu, są dwa miejsca udokumentowane (niestety pobieżnie), które traktują na temat kultów pogańskich. Pierwsze to Piekiełko nieopodal Tomaszowa Lubelskiego, drugie to Świątynia Słońca, między Nowinami Horynieckimi i Niwkami, we wschodniej części Roztocza. Mam nadzieję, że naukowcy czy pasjonaci Roztocza, dokładniej zbadają Tomaszowskie Piekiełko, natomiast Świątynią Słońca zajmiemy się dokładniej teraz.
W przewodnikach, czy też innych opracowaniach, które opisują Roztocze Wschodnie, stosunkowo niewiele można znaleźć na temat tego kamiennego monolitu. Dowiemy się tylko, że będąc w Nowinach Horynieckich, warto pójść do pogańskiego miejsca kultu, nazywanego często kamiennym kręgiem. Ponieważ zgłębiałem wcześniej różnego rodzaju mitologie, także słowiańskie, postanowiłem przyjrzeć się temu obiektowi pod kątem kultowym, oraz geoturystycznym.

świątynia słońca
Świątynia Słońca, to płaski monolit kamienny, niewielki bo mający około 1,7 metra wysokości (częściowo w ziemi), z „dziwną” dziurą w środku. Przez nią, miały padać na ziemię promienie słoneczne. Według naukowców dziura powstała naturalnie, co ma zaprzeczyć podobno odbywającym się tu obrzędom pogańskim. W literaturze znaleźć można też opis, jakoby wokół monolitu istniał krąg kamienny, tylko że zdekompletowany. Tymczasem, dokładne miejscowe oględziny pokazują, że trudno tutaj dostrzec jakiekolwiek zarysy kręgu. Kamienie w okolicy, wydają się być porozrzucane przypadkowo i tkwią w ziemi głęboko. Na dodatek, miejsce to jest jednym z wyraźnie zarysowanych wzniesień, których w okolicy jest więcej. Kamienie niekoniecznie musiały być przyniesione, mogą być pozostałością po szczycie wzniesienia. Kiedyś, w tych okolicach było morze, świadczą o tym między innymi już skrystalizowane muszelki w tych porozrzucanych kamieniach. Z biegiem czasu, powstająca gleba wyrównała teren, do postaci łagodnie pofalowanych wzniesień.
Czy to oznacza, że jest to zwykły kamień, będący osobliwością przyrody nieożywionej? Wręcz przeciwnie, w rzeczywistości wszystkie „nie” są potwierdzeniem tezy o miejscu kultu. Patrząc na stare mapy przedwojenne, znajdziemy bardzo ciekawą nazwę okolicy Lasu Buczyna o nazwie „Pod Sawarychą”. Określenie „Pod” odnosi się tutaj do pasm wzniesień Buczyny, co oznacza, że wzniesienia (lub jedno z nich) nazywano „Sawarychą”, kojarzące się z naszym wcześniej przywołanym Swarogiem. Bóstwo to, miało być u Słowian bogiem słońca, ognia i kowalstwa. Często za jego symbol uznaje się koło z ośmioma lub sześcioma „szprychami” symbolizujące osiem świąt Słowian, lub płonący kołowrót, czyli słońce. Tutaj należy sobie zadać pytanie, dlaczego Swaróg, a nie Światowid, Perun, czy Marzanna, Chors albo Dażbóg? Wygląda na to, że te okolice, o które w czasach naszej ery zawsze bili się Rusini, były zdominowane właśnie przez tego boga, który na Ukrainie szczególnie był czczony. Mocnym dowodem na kult ten, jest też kopiec w Przemyślu, dziś nazywany Tatarskim, a wcześniej także Kopcem Swarożym. Ciekawostką tutaj jest to, że oba miejsca dzieli w linii prostej 68 kilometrów i co ciekawsze, oba miejsca mają praktycznie taką samą wysokość względną. Z Nowin Horynieckich widać przy dobrej pogodzie nawet Bieszczady, a wzgórza Przemyskie jeszcze wyraźniej. Natomiast z Przemyskiego kopca, widać Roztocze. Pod wieloma względami, Roztocze było naturalną granicą. Od Przemyśla po Lubaczów rozciąga się w miarę płaski teren, dopiero w okolicach Horyńca zaczyna się podnosić. Wystarczy około sześciu kilometrów, od Horyńca w stronę Nowin Horynieckich, by wysokość względna podniosła się o około 100 metrów. Właśnie wzniesienia Buczyny są tymi szczytami, z których rozpościerają się niebosiężne widoki w stronę Przemyśla i Bieszczad. Na jednym ze wzniesień, najbardziej reprezentacyjnym, jak w przypadku Przemyśla, mamy miejsce, które wedle zachowanych podań, służyć miało kultowi tego samego bóstwa, co w Przemyślu. Tutaj można od razu wywnioskować, że te miejsca mogły mieć też znaczenie wzgórz sygnałowych, gdzie rozpalaniem ognia, na tych górach, informowano odległe miejsca o zbliżających się niebezpieczeństwach.
Ten wywód, miał ukazać hipotezę, że mamy do czynienia z niezwykłym miejscem. Dziś uważa się, że miejsce kultu, musiało być jakąś budowlą, albo kamiennym kręgiem, gdzie odbywały się obrzędy. W wielu kulturach tak było, ale u Słowian panowała „wiara przyrody”. Na miejsca kultu wybierano coś, co sama przyroda, czyli siły nadprzyrodzone, wytworzyły i niejako dały znak, że tutaj powinno się oddawać cześć bóstwom. Zazwyczaj, Słowianie do takich obrzędów wybierali takie miejsca, jak duże źródliska (co ciekawe, Pod Sawarychą mamy święte źródła, słynące z cudu objawienia Maryjnego), nadzwyczaj stare drzewa, lub nawet lasy, ustanawiając je świętymi gajami. Innymi ciekawymi miejscami, które niemal w każdej kulturze, funkcjonują jako miejsce kultu, to szczyty gór. Nie każda góra i nie każde miejsce, może być świątynią, musi spełniać szereg wymagań, tworząc miejsce niezwykłe i niespotykane, które nie byłoby przypadkiem zbezczeszczone.
Przytoczony wcześniej przykład, odnośnie monolitu Świątyni Słońca, że dziura w niej powstała naturalnie i to sprawia, że nie ma większego znaczenia dla kultu, w rzeczywistości sprawia coś odwrotnego. W takim wypadku tym bardziej należy przypuszczać, że to miejsce miało znaczenie kultowe, gdyż dla Słowian, oznaczało to ingerencję boską w to miejsce, wskazującą naturalną świątynię.

swarog
Ostatnią rzeczą, nad którą się pewnie wielu zastanawia, są przykładowe obrzędy ku czci Swaroga. Zasadniczo, należy przypuszczać, że była to żertwa, czyli ofiara całopalna, którą składał żerca, czyli osoba składająca ofiary, zajmująca się także wróżbami i praktykami magicznymi. Pod wieloma względami współczesna religia ma podobne mechanizmy. Kapłan słowiański zazwyczaj poświęcał ofiarę, odmawiając odpowiednią inwokację do bóstwa, mogły to być roślinne pokarmy, chleb, miód, albo na przykład ofiara z białego koguta, który był swoistym atrybutem słowiańskich bogów. Do rytualnego zabicia zwierzęcia potrzebny był odpowiedni ołtarz. Zazwyczaj był to kamień, który miał rowek, lub bruzdę, po której spływała krew. Potem, odpowiednio przygotowana ofiara, była palona. Ogień miał tutaj funkcję bramy do zaświatów. Wierzono, że to co się spala, przechodzi w zaświaty, kompletne spalenie ofiary, oznaczało przyjęcie jej przez bóstwo. Porami składania ofiar, w przypadku boga słońca, były najczęściej zachody, kiedy to uważano, że następuje na chwilę otwarcie mistycznego portalu do zaświatów. Żeby zrozumieć fenomen przejścia, trzeba wspiąć się na jakiś szczyt, mając bardzo rozległy horyzont i patrzeć na moment, gdy zachodzi słońce. Widzimy wtedy przez chwilę przesycony czerwienią krajobraz, w zależności od pogody. Tę niezwykłą chwilę zauważyli nasi przodkowie i uznali za porę mistyczną, gdy otwierają się wrota zaświatów. Dlatego właśnie, optymalny punkt widokowy szczególnie na zachód, był selekcjonowany przez kapłana jako naturalna świątynia służąca do obrzędów.

świątynia słońca (1)
Zaznajamiając się ze specyfiką wierzeń słowiańskich, odnajdujemy wiele dowodów na to, że Świątynia Słońca ma pełne prawo być miejscem kultu. Problemem jest natomiast jeszcze bardziej sensacyjne przypuszczenie, że to miejsce stanowi zegar słoneczny, jakim jest na przykład Stonehenge. Zaznaczyć tutaj należy, że o ten aspekt tutaj głównie chodzi i pytanie, czy to miejsce kultu było też zegarem słonecznym i astronomicznym, czy też nie. Nazwa – Świątynia Słońca, to określenie zegara słonecznego. O ile miejsce kultu słowiańskiego nie stanowi zbyt dużego kalibru atrakcji, to zegar słoneczny jest już atrakcją na skalę Europy. Najsławniejsze obiekty o nazwie Świątynia Słońca, to obiekty w Machu Picchu w Ameryce Południowej, oraz Angielskie Stonehenge. Z tym, że nasza Świątynia jest najmniej okazała. Żeby odkryć astronomiczne koneksje tego obiektu, potrzeba bardzo szczegółowych badań pod tym kątem. W okolicy są porozrzucane przypadkowo kamienie (co ciekawe tylko po zachodniej stronie monolitu Świątyni Słońca), albo faktycznie są przypadkowe, albo może się okazać, że wskazują odnośnie jakiegoś punktu z centrum pory przesileń astronomicznych, lub innych wydarzeń. Jest to ostatnia zagadka Świątyni Słońca, której do tej pory nikt nie badał, albo nie opublikował. Gdyby szczegółowe pomiary i mechanizm działania został odkryty i opisany, mielibyśmy wtedy faktyczną sensację archeologiczną i astronomiczną na dużą skalę, oraz całkiem duże zainteresowanie turystyczne. Jest tylko jeden problem, podczas pierwszej wojny światowej, akurat w tym miejscu okopywali się żołnierze rosyjscy i zniszczyli elementy tego obiektu. Dalej rabunek mniejszych kamieni stąd, spowodował to, że miejsce jest zdewastowane i drastycznie zdekompletowane. Czy cokolwiek da się jeszcze z tego wyczytać? Pozostaje tylko czekać, aż Ktoś spróbuje się tym zająć, odsłaniając nam tym zapomnianą pradawną historię.

*

Świątynia Zachodzącego Słońca – artykuł z Gazety Horynieckiej

W różnych przewodnikach, folderach, mapach, artykułach prasowych i internetowych, można znaleźć informację o niezwykłym obiekcie ulokowanym nieopodal Nowin Horynieckich. W Uroczysku Buczyna, znajduje się niecodzienna i niespotykana na skalę światową atrakcja, to Roztoczańskie Stonehenge: Świątynia Słońca. Większość turystów zachęcona niezwykłą nazwą, z dużym trudem dociera na miejsce i tam niemiła niespodzianka. Znajdują tylko dziwny kamień, mniej więcej metr wysokości, z dziurą w środku, robią zdjęcie i zniesmaczeni odchodzą. Na dodatek wygląda na to, jakby ten kamień sam z siebie naturalnie powstał i się ukształtował. Czy faktycznie Nowińska Świątynia Słońca to dużo hałasu o nic?

Zaglądając do Centralnego Rejestru Geostanowisk Polski, możemy dowiedzieć się bardzo ciekawych rzeczy o interesującym nas obiekcie. Świątynia Słońca nie jest położona w Nowinach Horynieckich, ale w Niwkach Horynieckich w lesie Buczyna, krainą geograficzną jest tutaj Roztocze Wschodnie. Ochronie, niestety, podlegają tylko dwa obiekty, skałki „żaba” i „tron”. „Żabą” w tym przypadku określono potocznie nazywany monolit Świątyni Słońca, o wymiarach: dł. max.: 1,9 m, szer. max.: 2,1 m, wysokość: 1,7 m, obwód: 6,3 m, nachylona 40° NE. Wygląda na to, że „żaba” niemal w połowie siedzi w ziemi. Tymczasem „tron” ma wymiary: obwód: 3,3 m, przekątne: 1 m i 1,1 m. Oba obiekty są oddalone od siebie o 22 metry.

Uznaje się, że miejsce służyło do kultu pogańskiego, czczonym Bogiem na tych ziemiach miał być Swaróg, słowiański bóg słońca, ognia i kowalstwa. Na Roztoczu to drugie miejsce kultu Słowiańskiego po „Piekiełku” Tomaszowskim. Wedle miejscowej tradycji, miejsce miało szczególną wagę, gdyż odbywały się tam misteria, czyli obrzędy religijno – magiczne. Zaczynały się o świcie, gdy wschodziło słońce, podczas przesilenia letniego, wtedy przez otwór w kamieniu miał paść na ziemię pierwszy promień słońca i rozpocząć obrzędy. Od razu niestety ukazują się pewne nieścisłości, gdyż kamień jest akurat tak nachylony, że fizycznie jest niemożliwe, by promień słońca przez niego przeszedł o wschodzie. Chyba, że kiedyś nie był on przechylony, jak dzisiaj, tylko stał pionowo, a przechylił się z czasem. Nie znamy dokładniejszych opisów wymienionych misteriów, ale można wnioskować, że wyglądały one trochę inaczej, niż bliżej nieokreślone rytuały, rozpoczynające się od wschodu słońca. Słowianie zazwyczaj mieli bardzo charakterystyczny szablon rytualny, istniały czasy przejścia i czasy przesileń. Czasy przesileń, to południe, gdy grasowały demony nazywane Południcami i wtedy nikt na polu nie mógł przebywać, oraz północ, czas nocnych demonów, diabłów. Czasem przejścia był czas wschodu słońca, potocznie związany z życiem i zachodu, związany ze śmiercią. Dodając do tego czasy przesileń astronomicznych na wiosnę, lato, jesień i zimę, otrzymamy bardziej szczegółowy obraz.

Rekonstrukcja misteriów Świątyni Słońca wydaje się być trudna, gdyż nie mamy dokładnych podań. Na podstawie historii, możemy wnioskować, jaka cywilizacja pogańska tutaj mogła bytować i na tej podstawie snuć dalsze domysły. Zanim powstało państwo Polskie i Ruskie, te ziemie należały do Lędzian, to trop do dalszych poszukiwań, niestety na inną okazję.

Trudne też jest dokładne określenie, jak pierwotnie to miejsce wyglądało, gdyż akurat w tym miejscu prowadzono działania wojenne podczas I Wojny Światowej i żołnierze wykopali tutaj trochę okopów. Przez te działania, a także, jak dowiedzieli się geolodzy, przez prymitywny proceder, kradzieży pomniejszych kamieni do ogródków skalnych(!), Świątynia Słońca straciła swój oryginalny charakter bezpowrotnie. To, co pozostało, nie daje naukowcom dużego pola manewru do badań, zaprzeczają oni też pogłoskom, szerzonym nawet w przewodnikach, że pozostałe kamienie tworzą jakieś geometryczne kształty. W żadnym wypadku, nie można dopatrzeć się też kręgu z kamieni, gdyż strona północno wschodnia jest całkowicie pozbawiona kamieni.

Kwestia otworu w największym kamieniu, oraz dziur w innych kamieniach, została uznana przez geologów za naturalne twory natury, powstałe w wyniku wietrzenia skał. Ten otwór właśnie stanowi o tym, że tak niezwykłe jest to miejsce, jeżeli zrobiła to natura, to prawdopodobnie jedyny taki twór na ziemi. Nie ma się, co dziwić, że wybrano to miejsce do obrzędów. Natomiast, jeżeli jednak kiedyś, tę dziurę wydrążył człowiek, to oznacza, że musiał być w tym określony cel astronomiczny. Jeżeli człowiek specjalnie ukształtował całe to miejsce, będzie to oznaczać, że mamy przed sobą skomplikowany zegar astronomiczny. Każdy z ustawionych kamieni wtedy powinien wyznaczać dane wydarzenie astronomiczne, które następuje cyklicznie. Przykładowymi wydarzeniami astronomicznymi są przesilenia, które są związane z porami roku, jak Noc Kupały z 21 na 22 czerwca, Święto Godowe 21 na 22 grudnia. Także zaćmienia słońca, księżyca, czy też pojawianie się komet. W tym przypadku każdy kamień mógł mieć znaczenie, mógł coś oznaczać, jego precyzyjne położenie w danym miejscu, wyznaczało z danego punktu obserwacyjnego dane wydarzenie astronomiczne. To też, może być powód chaosu w rozmieszczeniu kamieni w Świątyni Słońca.

Z oczywistych rzeczy czas przejść do tych bardziej zagadkowych. Miałem okazję kilka razy z różnymi ludźmi przebywać w Świątyni Słońca, niektórzy z nich mówili mi, że się źle czują w tym miejscu, mając odczucia, że coś złego się tu działo. Nie wydaje się to dziwne. Nie tylko ze względu na wyobrażenia składania krwawych ofiar bogu słońca, ale przez działania militarne podczas I Wojny Światowej, pobliski cmentarz wojenny, poza tym, łuski po pociskach są tam wszędzie. Także podczas II Wojny Światowej, a szczególnie przez oddziały UPA, „wiele kul tutaj Bóg nosił”. Miałem też możliwość, przebywać tam w towarzystwie osób badających energię miejsca za pomocą wahadeł, co ciekawe wychodziło im, że kamień nazywany „żabą” ma niezwykle duży poziom energetyczny. Dla radiestetów, kamień ten to tak zwane miejsce mocy, czyli miejsce, gdzie można czerpać uzdrawiającą energię. Dlatego też, miejscem tym interesują się pogańskie związki wyznaniowe, uważając Świątynię Słońca za jedno z niewielu miejsc świętych dla Słowian, które przetrwało w dość dobrym stanie.

Teraz całkowita nowość związana z tym niezwykłym miejscem. Przebywając kilka godzin na miejscu gdzie jest Świątynia Słońca, obejrzałem z każdej strony ten monolit, oraz inne kamienie, ale dodatkowo przeczesałem teren wokół. Okazuje się, że jednak to miejsce jest dziwne. Ludzie, którzy przychodzą tutaj pierwszy raz, zazwyczaj się gubią, sam miewam kłopoty z namierzeniem tego kamienia, gdyby nie ścieżka i oznakowanie, znalezienie go byłoby bardzo trudne. Inna sprawa, która wielu zadziwia, to że często, o ile nie zawsze, jest w Świątyni Słońca bardzo cicho, nawet postanowiłem nagrać na dyktafon odgłosy. Niestety, tylko głuchy szum, można nawet usłyszeć szczękające psy z Niwek, tak przeszywająca cisza tu panuje i bezruch powietrza. Inną ciekawą rzeczą jest to, że okoliczni mieszkańcy, na swoich polach znajdują kamienne narzędzia, co oznacza, że zamieszkiwały te ziemie jakieś ludy prehistoryczne. Być może, reliktem z tamtych czasów jest nazwa terenu, między Lasem Buczyna a Kaplicą Na Wodzie, „Pod Sawarychą” widniejącą jeszcze na starych mapach, a mogąca mieć związek z bogiem Swarogiem. Wnioskować można, że miejsce ze Świątynią Słońca w Buczynie nazywać się mogło „Sawarychą”.

Mając te wszystkie informacje, można sobie teraz wyobrazić sam teren. Jest to płaskowyż, ale położony 343 m n.p.m. „Żaba” usytuowana jest około 22 metrów od „tronu”, który wyznacza południe, ale jednocześnie jest usytuowany na skraju płaskowyżu, dalej teren znacznie się obniża, tworząc coś w rodzaju półwyspu. Ponad 50 m od „żaby” na wschód, a także około 50 m na zachód, tworząc ponad stumetrową średnicę, płaskowyż ścięty jest po obu stronach i ma wąwozy. Tylko od strony północnej nie ma wąwozu, co tworzy coś w rodzaju otwartego koła. Przeczesując dokładniej teren w kręgu o średnicy 100 metrów, znalazłem więcej kamieni. Wygląda na to, że kamienie są wszędzie, tylko siedzą głębiej. Problem w tym, że „żaba” w takiej konfiguracji nie może stanowić centrum. Postanowiłem zasiąść na „tronie” i porozmyślać nad tym, rzucenie okiem na wschód i na zachód rozwiązało prawdopodobnie zagadkę. „Żaba” ma inne zadania, a głównym rozdającym jest „tron”. Jeżeli usiądziemy na „tronie” po lewej będziemy mieć ciekawą linię z porozrzucanych kamieni idącą prosto na zachód i na skraj wąwozu zachodniego, łączącego się z północnym płaskim terenem. Tymczasem na wschód, daleko tuż przy skraju wschodniego wąwozu, jakieś 100 metrów od nas, znajduje się kilka kamieni, wyznaczających linie wycelowane na wschód. Mimo wszystko, wygląda na to, że to miejsce ma największą koncentracje kamieni na zachodnim krańcu. Sam monolit z dziurą w środku, jest ciekawy pod tym względem, że pada przez niego promień światła na ziemię, ale w momencie, gdy słońce znajduje się na zachodzie. Chyba lepiej tego kawałka terenu o 100 metrowej średnicy nazwać nie można, jak „Świątynia Zachodzącego Słońca”.

Wygląda na to, że jest co badać. Teren o średnicy około 100 metrów powinien być jak najszybciej wzięty pod ochronę, dwa kamienie to za mało, podczas gdy z roku na rok całość obiektu jest dewastowana i traci swój oryginalny charakter. „Sawarycha” ma potencjał stać się obiektem, który będzie przyciągał ogromną ilość turystów. Potrzebujemy tylko bardziej dokładnych badań, nie tylko z geologii, ale innych dziedzin. Nasze Roztoczańskie Stonehenge (należy przypomnieć, że kamienny kręg z Anglii miał nie tylko funkcję kultową, czy też stanowił miejsce zebrań plemiennych, ale w jego okolicach, samemu będąc centrum, usytuowane były cmentarzyska), podobne jest do tak zwanych kromlechów (kamienne kręgi).

Wiele hałasu o nic? Czy jednak mamy przed sobą pasjonujący obiekt? Jedno jest pewne, trzeba rozpocząć działania, mające na celu objęcie ochroną Świątynię Zachodzącego Słońca, „żaba” i „tron” to stanowczo za mało.

*

 

Magiczna moc Świątyni Słońca k. Nowin Horynieckich – artykuł z gazety „Nowiny”

Porośnięte mchem kamienie tworzą dziwną figurę. Przed wiekami odbywały się tutaj obrzędy poświęcone płodności. I dziś niektórzy wierzą, że w tym miejscu działa jakaś niewytłumaczalna siła.

m janczura

Las Buczyna koło Nowin Horynieckich, w powiecie lubaczowskim. Na pozór nie różni się od innych, pięknych kompleksów leśnych Roztocza. Tylko nieliczni wiedzą, że wśród tych drzew znajduje się prastara Świątynia Słońca.

Trudno do niej trafić. Niedawno ktoś oznakował trasę strzałkami, ale i tak bez miejscowego przewodnika łatwo zmylić drogę w plątaninie leśnych duktów.

A jeżeli nawet „zwykły” turysta dojdzie w pobliże tego miejsca, to i tak nie będzie wiedział, gdzie się znajduje. Pomyśli zapewne, że to tylko porośnięte mchem kamienie. Bo – jak twierdzą niektórzy – aby trafić do świątyni, trzeba tego chcieć w głębi serca.

My korzystamy z pomocy Marka Janczura, pasjonata regionu i nauczyciela historii z Horyńca Zdroju.

Uważaj na Południce

pol

Na wycieczkę najlepiej wybrać się wczesnym rankiem. Podobno wtedy moc działa najsilniej. Trzeba się spieszyć i nie przedłużać wizyty do południa. Wtedy tą częścią lasu podobno rządzą Południce. A z nimi lepiej nie zadzierać.

– Tutejsze legendy opisują to miejsce, jako magiczne – opowiada Janczura. – Jeśli wierzono w to przed wiekami, może ktoś również dzisiaj wierzy, że emanuje stąd jakaś moc?

Według ludowych przekazów, w Świątyni Słońca odprawiano pogańskie misteria. Rozpoczynano je o świcie, gdy przed otwór w centralnym kamieniu wpadał pierwszy promień słoneczny.

Roztoczańskie Stonehenge

Piaszczystą drogą brniemy przez las. Docieramy na miejsce. Przed nami sporej wielkości płaskowyż otoczony stromą skarpą. Miejsce z natury obronne. Od razu rzuca się w oczy największy głaz – sporej wielkości wapienny ostaniec z okrągłym otworem w środku. Porośnięty mchem, zagrzebany jest w ziemi pod kątem 45 stopni, z nachyleniem na wschód.

Miejsce wydaje się dziwne. Jest cicho, ptaki nie śpiewają. Mówiąc do siebie, bezwiednie ściszamy głos.

Dostrzegamy kolejne głazy. Są większe i mniejsze. Niektóre prawie zagrzebane w ziemi. W południowo-wschodnim krańcu płaskowyżu wyróżnia się potężny wapienny kamień podobny do… tronu. Ma wygodne siedzisko a nawet podnóżek. Wzdłuż południowego brzegu skarpy znajdujemy rząd mniejszych kamieni. Po kilkudziesięciu metrach pod kątem prostym widzimy kolejny rząd głazów ciągnących się na północ.

Odmierzamy odległości. Pomiędzy „narożnikami” jest prawie taka sama – około 25 metrów. Wychodzi na to, że głazy tworzą figurę geometryczną. W jej centrum tkwi wapienny ostaniec z otworem. Głazów nie ma tylko od strony wschodniej. Być może dlatego, że w czasie I wojny światowej na tym terenie toczyły się walki. Żołnierze kopali okopy i budowali umocnienia. Możliwe, że niektóre głazy przeszkadzały im i je gdzieś usunęli. Było to łatwe, bo obok jest spora skarpa.

Jaką figurę tworzyły głazy? – To na pewno nie był krąg – zastanawiamy się. – Może kwadrat, może pentagon?

Turystów najwięcej jest latem

Świątynia Słońca ożywa szczególnie pod koniec czerwca. Zjeżdżają tu turyści z różnych storn Polski a pewnie nawet i świata. Przychodzą najczęściej w kilku lub kilkunastoosobowych grupach. Bywa, że są poprzebierani w różne stroje, przeważnie stylizowane na starosłowiańskie.

Magia tego miejsca działa jednak nie tylko 21 czerwca, czyli w kalendarzowy początek lata. Niektórzy twierdzą, że warto tu się wybrać w każdy inny dzień roku.

Miniaturowe Stonehenge?

Na tych terenach w czasach przedchrześcijańskich czczono Swaroga. Potężne słowiańskie bóstwo władało niebem, Słońcem i ogniem. Do celów kultowych ówczesnym kapłanom i szamanom potrzebna była wiedza o ruchach ciał niebieskich. Może więc taki układ głazów nie wyznaczał tylko obrębu tajemniczej świątyni? Może to jest prymitywne obserwatorium astronomiczne? Coś w rodzaju miniatury brytyjskiego Stonehenge?

Miejscowi kiedyś bali się świątyni. Twierdzili, że działają tam jakieś niewytłumaczalne moce. Dziś coraz liczniej przyjeżdżający tu turyści takich oporów nie mają. A dla kuracjuszy pobliskiego sanatorium w Horyńcu wyprawa do tajemniczych kamiennych ostańców to przeżycie niezwykle ekscytujące. Działa niczym terapia. źródło art: www.nowiny24.pl