To część artykułu, który ukazał się na łamach „Gazety Horynieckiej” w wyciętą częścią poświęconą Nowinom Horynieckim z małym dodatkiem. Zapraszam do lektury.

Zapewne mało kto kojarzy taką osobę, jak Franciszek Kotula. Był on etnografem, historykiem i folklorystą. Badał on niestety tylko tereny związane z ziemią Rzeszowską. Sposób jego badań, był tak niezwykły, że czytając jego książki, ma się wrażenie, że mamy przyjemność z podróżnikiem i poszukiwaczem przygód. Zafascynowany takim sposobem spędzania czasu, czasem pozwalam sobie na podobną ekstrawagancję. Dlatego zapraszam na ciekawą podróż po okolicach Horyńca.

Zaczniemy od Nowin Horynieckich, gdzie wiedziony ciekawością, postanowiłem poznać historię krzyża po drugiej stronie wioski. Same napisy niewiele mówią, choć wystawienie krzyża w 1846 roku, przed zniesieniem pańszczyzny przez rodzinę Kazików, nakazuje snuć domysły, co ich skłoniło do takiej fundacji? Postanowiłem zapytać o to i parę innych spraw Panią, która ma pole i gospodarstwo naprzeciw krzyża. W szare listopadowe popołudnie, zostałem ugoszczony herbatką i ciasteczkami, w klimatycznej drewnianej chałupie, gdzie do wieczora trwały ciekawe rozmowy. Jak opowiadała mi gospodyni, kiedyś ludzie się odwiedzali i wieczorami opowiadali ciekawe historie, na przykład przy grze w karty. Dzieci wtedy siedziały gdzieś w kącie i słuchały. I tak, kiedyś przed wojną, duże wrażenie na miejscowych zrobiła akcja porządkowania wojennych pobojowisk przez Austriaków w 1923 roku. Przyjechała wtedy do Nowin wystawnie ubrana pani, cała w czerni z dużym kapeluszem. Dla miejscowych było to duże wydarzenie, takich dam nie ogląda się codziennie. Była to matka Alfreda Wittmanna, który poległ w 1915 roku w bitwie pod Nowinami. Przywiozła ze sobą kamienny krzyż i kazała postawić w miejscu, gdzie znaleziono ciało jej syna. Reszta poległych została pozbierana z lasów i pochowana na Pańskiej Górze. Kiedyś były tam na krzyżach jakieś tabliczki, ale do dziś nie przetrwały, cmentarz wydaje się anonimowy. Wojna w Nowinach zostawiła dużo śladów. Krzyż z okolic 1915 roku, stoi nad wąwozami nieopodal Niwek, drugi stoi przy kapliczce związanej z Janem III Sobieskim. Tam też wokół kapliczki ma być urządzony cmentarzyk choleryczny z czasów, gdy wybuchła epidemia cholery po bitwie z czerwca 1915 roku. W dawnych czasach uważano, że zaraza nie ginie, tylko się gdzieś czai w ziemi i czeka na okazję, by „wyliźć”. Dlatego też chowano ludzi w okolicy kapliczki czy krzyża, uważając, że święte nie wypuści zarazy.

W Nowinach są też inne krzyże, najciekawszy wydaje się ten Ukraińskimi napisami, na końcu zabudowań drugiej strony wioski. Zagadka tego krzyża w Polskiej wiosce rozwiązuje się, gdy poznamy jego historię. Okazuje się, że jakiś czas temu, krowa jednego z gospodarzy zahaczyła łańcuchem o krzyż i rozbił się. Gospodarz chcąc naprawić szkodę, postanowił przywieźć krzyż z opuszczonej wioski Ukraińskiej. W ten sposób krzyż z Lasowej znalazł się w Nowinach, a stary leży rozbity obok. Wspominany wcześniej krzyż z 1846 roku też jest pęknięty. Kiedyś gospodarz jadący z pola, w pewnym momencie stracił panowanie nad koniem i jak taran sunął przed siebie, niczym rycerz kopią trafił dyszlem w krzyż, łamiąc go na pół. Obecnie jest niemal w połowie wkopany w ziemię, bo droga została podniesiona.

Ciekawa historia wiąże się też panem Tabaczkiem. Znany i szanowany nauczyciel, zanim przyszedł do Horyńca, uczył też w Nowinach Horynieckich. Niezwykle barwna postać. Podczas wojny wstąpił do partyzantki Batalionów Chłopskich. Wtedy to upowcy zastrzelili jego narzeczoną, która konała na jego rękach. Przyrzekł jej wtedy, że nigdy się nie ożeni. Słowa dotrzymał. Po wielu latach pracy, jako nauczyciel, zmarł w 2002 roku i leży na Horynieckim cmentarzu. To jeden z niewielu nauczycieli, którzy pozostawili swoje piętno nie tylko na uczniach, ale także całym społeczeństwie Horyńca.

Na horynieckim cmentarzu leży niezwykła osobistość, jest to Antoni Gudz. Znalazł on długo przed wojnami skarb w Nowinach. Z tych pieniędzy powstała miedzy innymi szkoła w tej wiosce (historia skarbu dokładnie została opisana na łamach Gazety Horynieckiej).

Historia to pasjonująca dziedzina życia. Ale nie ta książkowa, opisująca jakieś obce nam działania na drugim końcu świata. Tu obok nas czai się w każdym zaułku coś niezwykłego. Kto na przykład słyszał o miasteczku zrobionym z ziemianek w lesie Puhary? Albo o niezwykłym „Krzyżu Jeleń” na skraju tego lasu, przy drodze Horyniec – Nowiny? Pewnie niektórzy słyszeli o tym krzyżu i mdłej historyjce o ubitym dużym rogaczu przez Sobieskiego. Tymczasem mieszkańcy Nowin znają bardziej niezwykłe odmiany tej legendy. Jedna z nich mówi, że Sobieski polując w tych lasach, zabłądził. Zobaczył w oddali dużego Jelenia, chciał go ustrzelić, ale zobaczył między jego rogami świetlisty krzyż. Jeleń był spokojny i powoli odchodził, Sobieski postanowił za nim podążać. W ten sposób wyszedł z lasu i na pamiątkę nakazał postawić krzyż z jeleniem. Druga wersja jest podobna. Mówi też o Sobieskim, który polował w tych lasach. Dostrzegł potężnego jelenia, wycelował i miał już strzelać, ale zobaczył między jego rogami świetlisty krzyż. Był tak tym poruszony, że nakazał dokładnie w tym miejscu gdzie stał rogacz, wystawić drewniany krzyż. To miejsce ma w sobie coś niezwykłego. Dziś tego praktycznie nikt nie pamięta, ale ponad 30 lat temu, przez okolice Horyńca przetoczyła się potężna trąba powietrzna, wyłamała lasy od Nowin po Horyniec jak zapałki. Akurat krzyż ten stał na środku trasy nawałnicy. Jakimś cudem, stary spróchniały krzyż, który ledwo się trzymał, razem z dwoma drzewami obok stał sobie, jak gdyby nic się nie działo. Tymczasem wokół niego wszystko było wyłamane. Dziś mamy na nim wyrytą datę * 1931 * 1981. Są to daty ponowień tego krzyża. Ostatnio odnowili go myśliwi z Horyńca.

 

 

Jest to bardzo ciekawe miejsce, można powiedzieć, że magiczne. Gdy idziemy z Horyńca do Nowin, mijając go, wchodzimy na magiczny teren. Miejscowi czasem mówią, że w tych lasach za krzyżem często się człowiekowi rzuca błąd… błądzi się… trzeba tego błędu na własnej skórze doznać, żeby zrozumieć historię z Sobieskim i krzyżem, ja tam zabłądziłem…

 

Grzegorz Ciećka

Dodaj komentarz