Kategorie
Świątynia Słońca

Czy w Nowinach czczono Swaroga?

Czy pradawni mieszkańcy Roztocza oddawali cześć Swarogowi? – artykuł z Echa Roztocza na temat Świątynia Słońca.

Na Roztoczu, są dwa miejsca udokumentowane (niestety pobieżnie), które traktują na temat kultów pogańskich. Pierwsze to Piekiełko nieopodal Tomaszowa Lubelskiego, drugie to Świątynia Słońca, między Nowinami Horynieckimi i Niwkami, we wschodniej części Roztocza. Mam nadzieję, że naukowcy czy pasjonaci Roztocza, dokładniej zbadają Tomaszowskie Piekiełko, natomiast Świątynią Słońca zajmiemy się dokładniej teraz.
W przewodnikach, czy też innych opracowaniach, które opisują Roztocze Wschodnie, stosunkowo niewiele można znaleźć na temat tego kamiennego monolitu. Dowiemy się tylko, że będąc w Nowinach Horynieckich, warto pójść do pogańskiego miejsca kultu, nazywanego często kamiennym kręgiem. Ponieważ zgłębiałem wcześniej różnego rodzaju mitologie, także słowiańskie, postanowiłem przyjrzeć się temu obiektowi pod kątem kultowym, oraz geoturystycznym.

świątynia słońca
Świątynia Słońca, to płaski monolit kamienny, niewielki bo mający około 1,7 metra wysokości (częściowo w ziemi), z „dziwną” dziurą w środku. Przez nią, miały padać na ziemię promienie słoneczne. Według naukowców dziura powstała naturalnie, co ma zaprzeczyć podobno odbywającym się tu obrzędom pogańskim. W literaturze znaleźć można też opis, jakoby wokół monolitu istniał krąg kamienny, tylko że zdekompletowany. Tymczasem, dokładne miejscowe oględziny pokazują, że trudno tutaj dostrzec jakiekolwiek zarysy kręgu. Kamienie w okolicy, wydają się być porozrzucane przypadkowo i tkwią w ziemi głęboko. Na dodatek, miejsce to jest jednym z wyraźnie zarysowanych wzniesień, których w okolicy jest więcej. Kamienie niekoniecznie musiały być przyniesione, mogą być pozostałością po szczycie wzniesienia. Kiedyś, w tych okolicach było morze, świadczą o tym między innymi już skrystalizowane muszelki w tych porozrzucanych kamieniach. Z biegiem czasu, powstająca gleba wyrównała teren, do postaci łagodnie pofalowanych wzniesień.

Kategorie
Świątynia Słońca

Tajemnica dziurawego kamienia

artykuł z Życia Podkarpackiego z 2010-07-27

Zatrzymujemy się przed domem z czerwoną tabliczką „Sołtys”. Bo kto, jak nie sołtys, może najwięcej powiedzieć na temat tajemniczej Świątyni Słońca, która ponoć znajduje się gdzieś w okolicznych lasach.

– Samych was tam nie puszczę – mówi Władysława Baran, która sołtysuje w Nowinach Horynieckich. – Tylko wrócę po parasolkę, bo pogoda niepewna i możemy iść, ale koniecznie trzeba zacząć od kapliczki Matki Boskiej, a dopiero potem pójdziemy do kamienia. – Na końcu wioski skręcamy w prawo i gruntową drogą dojeżdżamy do łąki pełniącej funkcję parkingu. – Parking musi być, bo są dni, że ponad sto aut tutaj stoi – wyjaśnia pani sołtys. Malowniczymi schodkami schodzimy w głęboki, ciemny parów, gdzie tryska niezliczona ilość źródełek. Na jednym z nich stoi kaplica Matki Bożej. To tutaj 12 czerwca 1636 roku trójce pastuszków objawiła się Matka Boska. Woda z tego źródełka ma cudowną moc i pomaga w wielu przypadkach. Pewnie dlatego jegomość, którego mijamy, niesie aż cztery pięciolitrowe pojemniki. Wchodzimy do kapliczki. Pani sołtys podchodzi do ołtarza, po gospodarsku poprawia przechylony flakon z kwiatami i zaczyna opowiadać o tym miejscu. O źródłach pod kaplicą, do których jeszcze przed wojną zaglądała jej mama, o odpustach, na których bywały tysiące ludzi, a pociąg przejeżdżający nieopodal zatrzymywał się, pomimo że nie było tu żadnego przystanku. Stajemy przed figurą Matki Boskiej. – Kiedyś była piękniejsza – opowiada pani sołtys – ale jak w trzydziestym dziewiątym przyszli tu Sowieci, to ją rozstrzelali. Potem dopiero w czterdziestym trzecim jeden taki z tej okolicy wyrzeźbił nową, ale ona już nie jest taka, jak tamta. Opuszczamy święte miejsce i wracamy na skraj wioski, po czym już na piechotę wchodzimy w las, żeby znaleźć ślady pogańskiej świątyni.

Świątynia Słońca

Teraz pani sołtys okazuje się nie tylko świetnym przewodnikiem, ale też wytrawnym piechurem i prowadzi nas pod górę takimi miejscami, gdzie nie widać żadnego śladu ścieżki. – To niedaleko. Najwyżej dwa kilometry – pociesza, tłumacząc jak mieszczuchom. Po niedawnej ulewie wszystko paruje niczym dżungla podzwrotnikowa. Na szczycie las się przerzedza i jesteśmy już na miejscu. Pośrodku polanki tkwi duży głaz z otworem pośrodku, cały porośnięty mchem. Ustalamy kierunki i wychodzi, że otwór dokładnie wyznacza oś wschód-zachód. Dookoła, w promieniu kilkunastu metrów, leżą mniejsze kamienie. Od biedy w porządku, w jakim są ułożone, można dopatrzyć się kręgu. Jeden z kamieni ma wyraźny kształt siedziska. Pobudzając wyobraźnię, można zobaczyć postacie w białych giezłach, pląsające dookoła. Pani sołtys obchodzi krąg. – O tutaj jednego brakuje. Pamiętam, że miał kształt niecki – pokazuje parasolką i zaczyna opowiadać historię tego miejsca i wioski. – My ten las nazywamy buczyna. Mój dziadek mówił, że jego dziadek opowiadał, jak po najazdach tatarskich ściągnęli tutaj ludzi do karczowania lasów. Dziadek miał w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym siedemdziesiąt lat, więc łatwo wyliczyć, że mogło to być pod koniec siedemnastego wieku. Wtedy powstała wioska i to miejsce już istniało. Ludzie mówili, że to są pozostałości po pogańskiej Świątyni Słońca. Coś w tym musi być, bo do dzisiaj na okolicznych polach znajdujemy kamienne narzędzia, świadczące, że przed wiekami żyli tu ludzie. Ten tajemniczy kamień w latach trzydziestych odkrył pewien profesor, który przyjechał do uzdrowiska w Horyńcu. Dzisiaj wielu się tym miejscem interesuje. Niektórzy nawet mówią, że tu są jakieś specjalne energie. Ja tylko wiem, że tutaj bardzo łatwo zabłądzić i dlatego nikogo nie puszczam samego – kończy.

Ślady z przeszłości

Wracamy. Pani sołtys znowu prowadzi nas na przełaj, w dół. Po drodze opowiada, że w wiosce jest dwadzieścia siedem domów, ale w trzynastu mieszka tylko po jednej osobie. Mijamy ślady starych okopów i pojedyncze dołki strzeleckie. – To po pierwszej wojnie – kontynuuje pani sołtys. Tutaj w tysiąc dziewięćset piętnastym stał front i toczyły się ciężkie walki. Mnóstwo ludzi wtedy poległo. Zaraz jeszcze zaglądniemy na cmentarz, gdzie obok siebie leżą Niemcy, Austriacy, Rosjanie i Polacy. Po cmentarzu pani sołtys jeszcze pokazuje nam urokliwą kapliczkę św. Jana Nepomucena, ponoć postawioną przez ludzi, których z tureckiej niewoli wyzwolił Jan III Sobieski. A na koniec, już w wiosce przy drodze, mogiłę dwunastu mieszkańców Nowin, zamordowanych przez upowców. Wśród ofiar są trzy osoby z jej rodziny. Żegnamy się z panią sołtys, której najbliższe koło przewodników za wiedzę historyczną i propagowanie regionu powinno nadać honorowe członkostwo.

Nierozwiązana zagadka

No cóż, nie tylko nam nie udało się rozwikłać zagadki Świątyni Słońca. Dyrektor Muzeum Kresów w Lubaczowie Stanisław Makara zna piękną legendę o pogańskiej świątyni, ale jak powiedział – nie prowadzono jeszcze żadnych badań naukowych, które potwierdziłyby lub zanegowały fakt, że koło Nowin Horynieckich, w lesie zwanym buczyną, w czasach prehistorycznych istniało miejsce kultu. Jednak brak naukowych dowodów nie przeszkadza pasjonatom odwiedzać tego miejsca, tym bardziej że historia tego regionu jest niezwykle ciekawa.

Kategorie
Świątynia Słońca

Świątynia Zachodzącego Słońca

W różnych przewodnikach, folderach, mapach, artykułach prasowych i internetowych, można znaleźć informację o niezwykłym obiekcie ulokowanym nieopodal Nowin Horynieckich. W Uroczysku Buczyna, znajduje się niecodzienna i niespotykana na skalę światową atrakcja, to Roztoczańskie Stonehenge: Świątynia Słońca. Większość turystów zachęcona niezwykłą nazwą, z dużym trudem dociera na miejsce i tam niemiła niespodzianka. Znajdują tylko dziwny kamień, mniej więcej metr wysokości, z dziurą w środku, robią zdjęcie i zniesmaczeni odchodzą. Na dodatek wygląda na to, jakby ten kamień sam z siebie naturalnie powstał i się ukształtował. Czy faktycznie Nowińska Świątynia Słońca to dużo hałasu o nic?

Kategorie
Świątynia Słońca

Widzieć więcej – wycieczka do Świątyni

Pomijając aspekty historyczno legendarne, Świątynia Słońca jest wdzięcznym tematem do rozważań, ale także do zachwytu okolicą. Powinniśmy przyjąć za prawidłowość, że obiekt ten leży w obrębie Niwek Horynieckich, a nie Nowin Horynieckich. Ze względu na to, że lepiej dojść tam z Nowin, umownie Świątynia Słońca nazywana jest Nowińską. Stamtąd też zaczniemy wycieczkę i opis terenu. Poznamy wiele ciekawostek związanych z Nowinami i okolicą, których zapewne nikt nigdy nie dostrzeże, bo po co.


Pokaż Nowiny Horynieckie – Droga do Światyni Słońca na większej mapie

Kiedy dotrzemy do końca wioski, i miniemy już ostatnie zabudowania, wejdziemy w bardzo ciekawą leśną drogę. Jej niezwykłość polega na tym, że jest położona między dwoma dużymi pagórami. Od strony południowej mamy Pańską Górę, a po stronie północnej anonimowy garb, zapewne nieco wyższy niż Pańska Góra, która jest znana z cmentarza z I Wojny Światowej. Przed sobą mamy około kilometra drogi do celu. Większość jej prowadzi tym jarem, który tworzą dwie góry. Co może być ciekawego w tej okolicy? Żeby się dowiedzieć, trzeba przeczesać te tereny osobiście, by poznać ukształtowanie terenu, które jest bardzo ciekawe. Duże pagóry, potężne wąwozy, źródliska, do tego szata roślinna opanowana przez las bukowy, tylko w małym stopniu obrazuje niezwykłość tej okolicy. To tak, jakby wymieszał miejsca święte z diabelskimi. Takimi świętymi miejscami można nazwać szczyty pagórów, oraz źródliska. Diabelskimi, czy też uroczyskami, można nazwać ciemne lasy, bagniska, czy też ciemne labirynty wąskich i głębokich wąwozów.

Kategorie
Świątynia Słońca

Martwa cisza w Świątyni Słońca

Nieopodal Nowin Horynieckich znajduje się tak zwana Świątynia Słońca, słynie między innymi z tego, że nie chcą tam śpiewać ptaki i panuje tam ogólny bezruch i cisza, oto dowód, dźwięki nagrane dyktafonem ze Świątyni Słońca, na początku słychać tylko moje odchodzące kroki…

Kategorie
Świątynia Słońca

Świątynia Słońca – jak to działało?

Do dziś w Nowinach Horynieckich przetrwała tylko legenda o dawnym pogańskim miejscu kultu nazywanym Świątynią Słońca. Miał to być krąg kamienny, w środku ze specyficznym kamieniem z dziurą, w którym miały się odbywać obrzędy pogańskie, zapewne na cześć słońca. Do dziś przetrwało tylko kilka kamieni tworzących krąg, bardzo finezyjnych trzeba przyznać, oraz najbardziej zagadkowy centralny kamień z dziurą w środku, dziwacznie przechylony. Według innych doniesień miał to być zegar astronomiczny, ukazujący taniec słońca, gdzie przez dziurę miał padać promień słońca na pewne kamienie z kręgu wyznaczając pory roku. Korzystając z okazji postanowiłem sprawdzić 21 marca w pierwszy dzień wiosny, jak to miało by działać. Niestety nie mogłem być o wschodzie słońca, przybyłem na miejsce o zachodzie, poniżej filmik wideo z badania:

Po tym podejściu postanowiłem nazywać to miejsce „Świątynią Zachodzącego Słońca”, wymaga to jeszcze różnych badań, być może znajdę odpowiednich speców do tego, ale wygląda na to, że faktycznie można z dużą dokładnością określać astronomiczne aspekty, ale nie wschodzącego słońca, tylko zachodzącego, tylko szkoda że tam tyle drzew…

Kategorie
Świątynia Słońca

Świątynia Słońca

W gazecie codziennej Nowiny ukazał się ciekawy artykuł związany z Nowinami Horynieckimi, dotyczył Świątyni Słońca, kręgu kamiennego w lesie Nowińskim:

Do prastarej Świątyni Słońca w Lesie Buczyna koło Nowin Horynieckich trudno trafić. Są strzałki, drogowskazy, ale co z tego. Byle kto od razu pogubi się w gąszczu takich samych, ponurych drzew. Dojście jest tak skomplikowane, że tylko tutejsi lub osoby dobrze znający okolice mogą trafić. Jak ktoś trafi przypadkowo, to i tak nie zorientuje się, gdzie jest. Kilka porośniętych mchem głazów, o ile je w ogóle dostrzeże, nic mu nie powie.

Korzystamy z pomocy miejscowego przewodnika. Od dawna badającego Świątynię Słońca. Wchodzimy do gęstego lasu i szybko schodzimy z głównej drogi. Nie korzystamy z duktów czy leśnych ścieżek. Przewodnik idzie pewnym krokiem, ale nieco kluczy. Pewnie nie do końca nam ufa, więc nie chce zdradzić drogi dojścia do świątyni. Albo miejsca mocy, jak niektórzy wolą nazywać to miejsce.

Dochodzimy po dobrej pół godzinie marszu. Miejsce rzeczywiście jest jakieś dziwne. Ani śladu pracy człowieka, ani jednej drogi. Tylko wysokie drzewa, gęste krzaki i głazy obrośnięte mchem. Dotychczas gwar ptasi jest jakby znacznie cichszy.

Dzień dopiero budzi się do życia. Specjalnie wybraliśmy taką porę. Tak nam doradził przewodnik. W środku nocy lepiej się tutaj nie zapuszczać, ale i środek dnia nie jest najlepszą porą na zwiedzenie tego miejsca. Zresztą, już prastarzy mieszkańcy tych terenów wierzyli, że ranem moc tego miejsca jest najsilniejsza.

Gawędzimy o słowiańskich obyczajach, jemy śniadanie, fotografujemy, obliczamy położenie głazów i rysujemy je na mapie. Jesteśmy zdziwieni, bo na szkicu rzeczywiście powstają w miarę regularne figury geometryczne. Czyli ktoś je musiał celowo tak poustawiać. Nawet nie zauważamy, że już minęła jedenasta.

Gdy zbieramy się do odejścia, coś nagle się zmienia. Nie słychać już śpiewu ptaków. Nic nie słychać oprócz naszych oddechów i bicia serc. Nie wieje nawet najsłabszy wiaterek.

Czujemy się jakoś nieswojo. Przewodnik coraz mocniej naciska na nas, abyśmy wracali. Albo chociaż odeszli nieco z tego miejsca.

Dziwne. Wiatr nie wieje, a mamy wrażenie, że poruszają się suche liście na ściółce. Drzewa, jakby patrzą na nas z góry. Słychać jakieś stłumione głosy.

– A nie mówiłem. Lepiej było sobie pójść – mówi pan Marek, nasz przewodnik. Minę ma dość poważną.
Szybko wyjaśnia, że w tym miejscu często grasują południce. To wyjątkowo złośliwe stwory rodzaju żeńskiego.

– Znane były najstarszym Słowianom. Południce słynęły ze złośliwości. O wiele groźniejsze od różnych duchów i upiorów grasujących w nocy. W najlepszym wypadku robią jakieś drobne psoty. Ale potrafią również nieźle narozrabiać, a nawet wchłonąć do swojego świata człowieka. Przebywanie w tym miejscu w południe jest tak samo groźne, jak o północy – wyjaśnia przewodnik.

autor: Norbert Ziętal źródło: Nowiny