Kategorie
Cuda

Po zdrowie do Matki Bożej

Wspomnienia Jana Wałczyka ze Starego Sioła (źródło: izbapamieci.org.pl)

W Nowinach Horynieckich, wsi leżącej na północny wschód od Horyńca, znajduje się drewniana kaplica, w której jest czczona od niepamiętnych czasów łaskami słynąca figura Matki Bożej Niepokalanie Poczętej. Kaplica stoi wśród licznych źródeł wypływających spod otaczających ją wzgórz na których przed wielu laty objawiła się Matka Boża. Wybrańcami i uczestnikami tego cudownego zjawiska było troje pastuszków z pobliskiej wsi.

Piękna Pani przemówiła do nich:

Nie bójcie się dzieci! Przychodźcie tu często modlić się i powiedzcie ludziom, aby tu przychodzili się modlić. Każda ich szczera modlitwa będzie wysłuchana…

Dzieci spełniły życzenie pięknej Pani i wszystko co widziały, i przeżyły, opowiedziały ludziom. Oni zaś postawili na miejscu objawienia krzyż, potem na miejsce krzyża postawili drewnianą figurę Matki Bożej wykonaną przez miejscowego rzeźbiarza…

Pewnego dnia przed tą figurą prosił o łaskę zdrowia Jan Wałczyk ze Starego Sioła.

Życie mnie nie rozpieszczało, ale szczególnie dawały się we znaki skutki strasznego pobicia przez żandarmów niemieckich. Pewnego dnia okazało się, że nie mogę wstać z łóżka i trafiłem do szpitala. Po długim leczeniu szpitalnym trafiłem do sanatorium w Horyńcu. Tu miałem różne zabiegi, ale pełna władza w nogach wcale nie wracała. Nie mogłem się z tym wszystkim pogodzić, nie chciałem się dać chorobie, ciągle musiałem liczyć na pomoc innych. I tu przyszła nieoczekiwana pomoc. Któregoś dnia, gdy szedłem korytarzem, potknąłem się i upadłem, wtedy z boku podeszła babcia z sąsiedniej sali i zaczęła mnie podnosić. Musiała ona mieć grubo ponad sześćdziesiąt lat, ja nieco ponad czterdzieści. I wtedy łzy zaczęły mi same lecieć. Przecież nie byłem jeszcze taki stary, nie mogłem chodzić sprawnie na własnych nogach, a tu praca, rodzina, codzienne obowiązki. Ta babcia zobaczyła moje łzy i powiedziała:

Nie płacz młody człowieku, przed tobą jeszcze długie życie, nic tylko idź do Matki Bożej do leśnej kaplicy w Nowinach, obmyj nogi w cudownej wodzie i proś Piękną Panią o uzdrowienie. To Cudowna Matka Boża, ona nawet Żyda wysłuchała, kiedy przyniósł do jej stóp jedyne, ledwie zipiące i całe w strupach swoje dziecko. Gdy go matka obmyła w cudownej wodzie, dziecko wyzdrowiało i na starość było pociechą swoim rodzicom.

Nie byłem całkiem przekonany, ale gdy zaczęła mi opowiadać o różnych cudach i o tym, że wcale nie jest to daleko, jakaś nadzieja wstąpiła we mnie. Na drugi dzień skoro świt ruszyłem do leśnej kaplicy. Była to straszna droga, szedłem, a właściwie wlokłem się wzdłuż torów, opierając się na dwóch kulach, ciągle odmawiałem różaniec. Byłem już niedaleko kaplicy, gdy straszny ból odebrał mi świadomość. Po chwili oprzytomniałem, stał nade mną dróżnik i pomagał mi wstać. Nawet nie pytał, co tu robię i dokąd idę, widać, że w swojej pracy wielu spotykał podobnych do mnie. Porozmawiał trochę ze mną, a na odchodnym rzekł:

Idź do Matki Bożej, a jeśli będziesz wierzył na pewno ci pomoże.

W końcu dowlokłem się do kapliczki, obmyłem swoje obolałe nogi i począłem szczególnie gorliwie i z wielką wiarą prosić o uzdrowienie. W kaplicy oprócz mnie nie było nikogo, tylko Matka Boża, ja i ptaki. U jej stóp klęcząc, modląc się, jak tylko umiałem, spędziłem prawie cały dzień. Kiedy słońce zaczęło się chylić ku zachodowi, jakoś mocniejszy w sobie wyruszyłem w drogę powrotną. Prowadziła ona również wzdłuż torów, ale tory był na wysokim nasypie, na które w żaden sposób nie mogłem się wdrapać. Chyba za trzecim razem, gdy znów prawie zacząłem spadać w dół, nagle poczułem, jakby ktoś podał mi ręce i podniósł do góry, prawie bez trudu znalazłem się na torach. Do moich nóg wróciły siły. Byłem przekonany, że to sama Matka Boża wysłuchała moich modlitw, podała mi ręce, uzdrowiła mnie. Rozum podpowiadał, iż jest to niemożliwe, wiara, że zmieniło się wiele, naprawdę byłem zdrowy. Wróciłem do kaplicy, u stóp Matki Bożej złożyłem kule i długo dziękowałem za łaskę.

Jak w wielu tego typu sprawach niektórzy nie wierzą w to, co im opowiadam, ale ja się tym wcale nie przejmuję, doskonale wiem, że uzdrowiła mnie Matka Boża z leśnej kaplicy w Nowinach Horynieckich. Przyszedłem do niej o kulach, a wróciłem na zdrowych nogach.