Kategorie
Wiadomości

Sekrety Świątyni Słońca i innych niezwykłych miejsc w okolicy Nowin Horynieckich w nowej książce

Książka dostępna jest jedynie na: https://zrzutka.pl/z/polowanienaslonce jako wsparcie na publikację kolejnej części.

O czym dokładnie jest? Poczytajcie poniżej:

„Postanowiliśmy wybrać się na wiosnę, w dzień przesilenia, do tajemniczego kamienia nazywanego Świątynią Słońca, w Nowinach Horynieckich. Podczas tej wyprawy odkryliśmy coś niezwykłego. To zainspirowało nas do opisania tej wyprawy. Z pozoru zwykła wycieczka rowerowa przerodziła się dość niezwykłą nowelę o charakterze przewodnika po miejscach nieoczywistych i pewnej tajemnicy, jaka kryje się tuż obok. Postanowiliśmy się podzielić naszymi wrażeniami z innymi, stąd przy pomocy Wydawnictwa Gorajec wydana została nowela-przewodnik „Polowanie na Słońce”. Od początku zakładaliśmy, że chcemy napisać drugą nowelę z kolejną wyprawą w niezwykłe miejsce. Stąd nasz pomysł zbiórki. Dajemy Wam gotową pierwszą nowelę, wpłacając datek możecie ją nabyć i tym samym przyczynić się do wydania kolejnej książki.”

Autorami są: Pati Maczyńska i Grzegorz Ciećka.

Zobacz filmik promujący książkę „Polowanie na Słońce”:

Kategorie
Wiadomości

Wodospad na Dublenie w Nowinach Horynieckich

O tym wodospadzie usłyszeć można było już od starych turystów, którzy trafiali na Ziemię Lubaczowską w latach 80tych i wcześniej. Byli to pierwsi eksploratorzy regionu, którzy dzielili się swoimi znaleziskami ze znajomymi, którzy zauroczeni opowieściami na temat wędrówek po ogromnych wąwozach Doliny Dublenu także ruszali na poszukiwania, mając za wskazówki tylko „gdzieś na północ od Nowin Horynieckich”

Wąwóz w którym znajduje się wodospad ma około 10 metrów głębokości. Sam wodospad ma około 1,6 m wysokości, metr szerokości i około 3,5 m długości. W pomiarach mogą być różnice pojedynczych centymetrów. Można go uznać za najwyższy naturalny wodospad na Ziemi Lubaczowskiej i także Roztoczu. Trudno jednoznacznie nazwać ten wodospad, jedni używają określenia kaskady, bowiem spływa kaskadowo, inni wodospadem typu ślizgowego. Skały, które tworzą wodospad są bardzo kruche, są to gezy, dlatego bardzo prosimy o niechodzenie po nim! Nie tylko dlatego, że można go zniszczyć, ale także można bardzo łatwo się pośliznąć i zrobić krzywdę! I kto nas znajdzie w takim wąwozie gdy sobie coś złamiemy i nie będzie można wyjść? Prosimy o rozwagę i podziwianie obiektu, a nie chodzenie po nim.

Więcej informacji na stronie: http://ziemialubaczowska.pl/wodospad-na-dublenie/

Kategorie
Wiadomości

Sami ze swoimi wspomnieniami

To część artykułu, który ukazał się na łamach „Gazety Horynieckiej” w wyciętą częścią poświęconą Nowinom Horynieckim z małym dodatkiem. Zapraszam do lektury.

Zapewne mało kto kojarzy taką osobę, jak Franciszek Kotula. Był on etnografem, historykiem i folklorystą. Badał on niestety tylko tereny związane z ziemią Rzeszowską. Sposób jego badań, był tak niezwykły, że czytając jego książki, ma się wrażenie, że mamy przyjemność z podróżnikiem i poszukiwaczem przygód. Zafascynowany takim sposobem spędzania czasu, czasem pozwalam sobie na podobną ekstrawagancję. Dlatego zapraszam na ciekawą podróż po okolicach Horyńca.

Zaczniemy od Nowin Horynieckich, gdzie wiedziony ciekawością, postanowiłem poznać historię krzyża po drugiej stronie wioski. Same napisy niewiele mówią, choć wystawienie krzyża w 1846 roku, przed zniesieniem pańszczyzny przez rodzinę Kazików, nakazuje snuć domysły, co ich skłoniło do takiej fundacji? Postanowiłem zapytać o to i parę innych spraw Panią, która ma pole i gospodarstwo naprzeciw krzyża. W szare listopadowe popołudnie, zostałem ugoszczony herbatką i ciasteczkami, w klimatycznej drewnianej chałupie, gdzie do wieczora trwały ciekawe rozmowy. Jak opowiadała mi gospodyni, kiedyś ludzie się odwiedzali i wieczorami opowiadali ciekawe historie, na przykład przy grze w karty. Dzieci wtedy siedziały gdzieś w kącie i słuchały. I tak, kiedyś przed wojną, duże wrażenie na miejscowych zrobiła akcja porządkowania wojennych pobojowisk przez Austriaków w 1923 roku. Przyjechała wtedy do Nowin wystawnie ubrana pani, cała w czerni z dużym kapeluszem. Dla miejscowych było to duże wydarzenie, takich dam nie ogląda się codziennie. Była to matka Alfreda Wittmanna, który poległ w 1915 roku w bitwie pod Nowinami. Przywiozła ze sobą kamienny krzyż i kazała postawić w miejscu, gdzie znaleziono ciało jej syna. Reszta poległych została pozbierana z lasów i pochowana na Pańskiej Górze. Kiedyś były tam na krzyżach jakieś tabliczki, ale do dziś nie przetrwały, cmentarz wydaje się anonimowy. Wojna w Nowinach zostawiła dużo śladów. Krzyż z okolic 1915 roku, stoi nad wąwozami nieopodal Niwek, drugi stoi przy kapliczce związanej z Janem III Sobieskim. Tam też wokół kapliczki ma być urządzony cmentarzyk choleryczny z czasów, gdy wybuchła epidemia cholery po bitwie z czerwca 1915 roku. W dawnych czasach uważano, że zaraza nie ginie, tylko się gdzieś czai w ziemi i czeka na okazję, by „wyliźć”. Dlatego też chowano ludzi w okolicy kapliczki czy krzyża, uważając, że święte nie wypuści zarazy.

W Nowinach są też inne krzyże, najciekawszy wydaje się ten Ukraińskimi napisami, na końcu zabudowań drugiej strony wioski. Zagadka tego krzyża w Polskiej wiosce rozwiązuje się, gdy poznamy jego historię. Okazuje się, że jakiś czas temu, krowa jednego z gospodarzy zahaczyła łańcuchem o krzyż i rozbił się. Gospodarz chcąc naprawić szkodę, postanowił przywieźć krzyż z opuszczonej wioski Ukraińskiej. W ten sposób krzyż z Lasowej znalazł się w Nowinach, a stary leży rozbity obok. Wspominany wcześniej krzyż z 1846 roku też jest pęknięty. Kiedyś gospodarz jadący z pola, w pewnym momencie stracił panowanie nad koniem i jak taran sunął przed siebie, niczym rycerz kopią trafił dyszlem w krzyż, łamiąc go na pół. Obecnie jest niemal w połowie wkopany w ziemię, bo droga została podniesiona.

Ciekawa historia wiąże się też panem Tabaczkiem. Znany i szanowany nauczyciel, zanim przyszedł do Horyńca, uczył też w Nowinach Horynieckich. Niezwykle barwna postać. Podczas wojny wstąpił do partyzantki Batalionów Chłopskich. Wtedy to upowcy zastrzelili jego narzeczoną, która konała na jego rękach. Przyrzekł jej wtedy, że nigdy się nie ożeni. Słowa dotrzymał. Po wielu latach pracy, jako nauczyciel, zmarł w 2002 roku i leży na Horynieckim cmentarzu. To jeden z niewielu nauczycieli, którzy pozostawili swoje piętno nie tylko na uczniach, ale także całym społeczeństwie Horyńca.

Na horynieckim cmentarzu leży niezwykła osobistość, jest to Antoni Gudz. Znalazł on długo przed wojnami skarb w Nowinach. Z tych pieniędzy powstała miedzy innymi szkoła w tej wiosce (historia skarbu dokładnie została opisana na łamach Gazety Horynieckiej).

Historia to pasjonująca dziedzina życia. Ale nie ta książkowa, opisująca jakieś obce nam działania na drugim końcu świata. Tu obok nas czai się w każdym zaułku coś niezwykłego. Kto na przykład słyszał o miasteczku zrobionym z ziemianek w lesie Puhary? Albo o niezwykłym „Krzyżu Jeleń” na skraju tego lasu, przy drodze Horyniec – Nowiny? Pewnie niektórzy słyszeli o tym krzyżu i mdłej historyjce o ubitym dużym rogaczu przez Sobieskiego. Tymczasem mieszkańcy Nowin znają bardziej niezwykłe odmiany tej legendy. Jedna z nich mówi, że Sobieski polując w tych lasach, zabłądził. Zobaczył w oddali dużego Jelenia, chciał go ustrzelić, ale zobaczył między jego rogami świetlisty krzyż. Jeleń był spokojny i powoli odchodził, Sobieski postanowił za nim podążać. W ten sposób wyszedł z lasu i na pamiątkę nakazał postawić krzyż z jeleniem. Druga wersja jest podobna. Mówi też o Sobieskim, który polował w tych lasach. Dostrzegł potężnego jelenia, wycelował i miał już strzelać, ale zobaczył między jego rogami świetlisty krzyż. Był tak tym poruszony, że nakazał dokładnie w tym miejscu gdzie stał rogacz, wystawić drewniany krzyż. To miejsce ma w sobie coś niezwykłego. Dziś tego praktycznie nikt nie pamięta, ale ponad 30 lat temu, przez okolice Horyńca przetoczyła się potężna trąba powietrzna, wyłamała lasy od Nowin po Horyniec jak zapałki. Akurat krzyż ten stał na środku trasy nawałnicy. Jakimś cudem, stary spróchniały krzyż, który ledwo się trzymał, razem z dwoma drzewami obok stał sobie, jak gdyby nic się nie działo. Tymczasem wokół niego wszystko było wyłamane. Dziś mamy na nim wyrytą datę * 1931 * 1981. Są to daty ponowień tego krzyża. Ostatnio odnowili go myśliwi z Horyńca.

 

 

Jest to bardzo ciekawe miejsce, można powiedzieć, że magiczne. Gdy idziemy z Horyńca do Nowin, mijając go, wchodzimy na magiczny teren. Miejscowi czasem mówią, że w tych lasach za krzyżem często się człowiekowi rzuca błąd… błądzi się… trzeba tego błędu na własnej skórze doznać, żeby zrozumieć historię z Sobieskim i krzyżem, ja tam zabłądziłem…

 

Grzegorz Ciećka

Kategorie
Różności

Południca ze Świątyni Słońca

południca ze światyni słońcaPierwsza książka, jaka wypłynęła na szerokie wody, związana z ziemią horyniecką, zainspirowana została przez niepozorny kamień z dziurą, znany wszystkim jako Świątynia Słońca koło Nowin Horynieckich. „Południca ze Świątyni Słońca”, autorstwa Patrycji Maczyńskiej, to książka obyczajowa z elementami fantasy, która ma szansę stać się kultową na ziemi horynieckiej, lubaczowskiej i może w całym kraju? Poniżej krótka zajawka książki:

Oriana, trzydziestoparoletnia przedszkolanka, wiedzie spokojne, poukładane życie, samotnie wychowując ukochanego syna. Z utęsknieniem wyczekuje wakacji – wytchnienia od pracy i codziennych spraw. Jej pasją, którą dzieli ze swoim jedynakiem oraz kilkorgiem przyjaciół, jest odkrywanie miejsc związanych z historią, dotykanie śladów minionego czasu. Wyprawa do Nowin Horynieckich w poszukiwaniu Świątyni Słońca to długo wyczekiwana i planowana podróż, po której bohaterka wiele się spodziewa. Nie przypuszcza jednak, że jest ona w istocie misją, która zmieni diametralnie jej dotychczasowe życie i sprawi, że wypełni się jej przeznaczenie.

Ta niezwykła, na pół legendarna, na pół baśniowa opowieść, łącząca w warstwie fabularnej dzieje starożytne i współczesne, narodziła się z fascynacji przeszłością ziem polskich i kulturą dawnych Słowian. Pozwólmy się zabrać w tę frapującą podróż do miejsc magicznych, których wcale nie trzeba daleko szukać…

Kategorie
I Wojna Światowa

Panorama Krzyża Alfreda Wittmanna

W serwisie lubaczow360.pl do pooglądania ciekawa panorama sferyczna, autor portalu zamieścił właśnie panoramę z Krzyżem Alfreda Wittmanna. Aby ją pooglądać, należy wejść na stronę z panoramami klikając TUTAJ lub na poniższą fotkę. Historię krzyża znajdziecie na stronie: http://ziemialubaczowska.pl/krzyz-alfreda-wittmanna/

wittmann

Kategorie
Fotogalerie

Zdjęcia z odpustu w Nowinach (13.06.2015)

Fotogaleria z Odpustu w Nowinach Horynieckich do pooglądania na fanpage facebookowym Nowin TUTAJ

no

Kategorie
Różności

Kopce graniczne w Nowinach

Okolica Nowin Horynieckich zaczyna być zasiedlana dopiero w 1444 roku, do tej pory mamy jedną wielką czarną dziurę zarośniętą puszczą, pokrytą bagnami. Jest tutaj jednak pewien ślad po człowieku, to granica ziemska i powiatowa, która być może pochodzi sprzed okresu pierwszych wzmianek w źródłach pisanych tych okolic. Próbując gdzieś tę granicę umiejscowić, ówcześni musieli ją jakoś wyznaczyć, używając do niej odpowiedniego ukształtowania terenu i modnych wtedy oznaczeń granicznych. Ponieważ możemy znaleźć ślady w terenie granicy powiatu rawskiego i lubaczowskiego, pozwala nam to domniemać, że istniała ona od dawna.

Naturalne ukształtowanie terenu zawsze pozwala wyznaczyć najdokładniej granice. Takim idealnym wyznacznikiem granicy będzie najwyższe wzniesienie w okolicy Niwek Horynieckich, na którym co ciekawe mamy Świątynię Słońca. Właśnie tutaj przetrwały chyba najbardziej charakterystyczne oznaczenia graniczne, jakie istniały w dawnej Rzeczpospolitej, są nimi Kopce Graniczne.

Posiłkując się tekstem z TEGO źródła przytoczę wymowę owych kopców:

Kopce graniczne sypane zwyczajowo w czasach średniowiecza od końca XIV wieku aż do XVIII – dla rozgraniczenia dóbr ziemskich zachowały się jeszcze w wielu miejscach i noszą dawne nazwy.
Kopce węgłowe (albo narożne) sypano w miejscu zejścia się trzech granic, kopce ścienne – po jednej stronie linii granicznej, a kopce stróżowe (zwane stróżami) – w środku miedz granicznych. Do ich wierzchołka wkładano pojemniki z ziarnem i kartkami, na których zapisana była data i nazwy wsi granicznych, a na wierchu układano kamienie, szkło lub znak z metalu.

Kopce między Niwkami a Nowinami Horynieckimi są ciekawe z wielu powodów, nie tylko historycznych, bowiem z przytoczonego tekstu możemy wnioskować, że mogą one maksymalnie pochodzić aż z XIV wieku, czyli nawet czasów tak zwanego księstwa przemyskiego, do którego wtedy należała ziemia lubaczowska. W książce z 1939 roku: „Podział administracyjny województwa Ruskiego i Bełzkiego”, możemy wyczytać coś takiego:

Powiat lubaczowski był najpierw częścią księstwa przemyskiego w XIII wieku, potem oddzielnym powiatem 1377, a w końcu (1388) wszedł w skład ziemi bełzkiej.

Oznacza to, że ziemia lubaczowska, która miała praktycznie do II Wojny Światowej swą granicę między Nowinami Horynieckimi a Niwkami Horynieckimi, musiała być odpowiednio oznaczona. Wygląda na to, że pod pewnymi względami, do dziś zachowało się nam bardzo stare oznaczenie graniczne w postaci kopców. Mamy na tym terenie dwa potrójne kopce, które kiedyś oddzielały księstwo przemyskie od innych księstw ruskich (jeżeli była to granica ziemska, to właściciel zaznaczył ją tylko dlatego, że była to jednocześnie granica administracyjna powiatów, być może był do tego zobligowany?).

Przyjrzyjmy się tym kopcom. Ciekawostką jest to, że oba wyglądają identycznie z jednym szczegółem wyróżniającym. Oba potrójne kopce mają ponad dwa metry wysokości, są okopane czymś w rodzaju fosy. Kopce bliżej Świątyni Słońca są w opłakanym stanie. Idioci bez kultury, domniemam że współcześni poszukiwacze skarbów, zrujnowali idealny ich kształt. Czy nawet wykopując dziurę w poszukiwaniu złomu, potem zakopanie jej jest takie trudne? Cechą charakterystyczną tych kopców jest to, że te bliżej Świątyni Słońca od północy, usytuowane nieopodal drogi przy zielonym szlaku, tam gdzie kończy się las, mamy trzeci mały kopiec od strony wschodu, natomiast druga grupa kopców ma ten mniejszy od zachodu.

Szkic przedstawiający rozmieszczenie jednej z grup kopców, ukazuje, że były one robione z bardzo dużą dokładnością i zamysłem. Kopce te wydają się być trochę zagadkowe, zwłaszcza, gdy porównamy ich idealne kształty z tymi potrójnymi kopcami w okolicy Gorajów.

Wiemy że od 1444 roku majątek Horyniecki, którego granica wschodnia jest jednocześnie granicą dawnego powiatu lubaczowskiego, miał po stronie bełskiej swojego właściciela. Ciekawostką jest coś takiego, że przed wojną taka wioska jak Niwki Horynieckie nie istniała. Najbliższe wioski w tych okolicach nosiły nazwy: Nesteraki, Szupry, Zaniemica, Lasowa – przy której był położony folwark nazywający się „Na Niwach”. Na Niwach jest więc „ojcem” Niwek. Niestety zabudowania folwarczne już nie istnieją, dziś możemy sobie tylko wyobrazić jak wyglądał taki folwark.

Całkiem poważnie można tutaj doszukiwać się granic majątków ziemskich, mających szczególne znaczenie, bowiem będących także granicą administracyjną powiatową. Warto tutaj jeszcze przytoczyć ciekawostkę od Kopalińskiego ze Słownika Mitów, który przytacza przysłowie (źródło):

Pamiętaj, chłopcze, że tu stały kopce i wyjaśnia, iż na procesjach wzdłuż granic i pól w dniu świętego Marka bito chłopców wiejskich na kopcach granicznych, aby całe życie pamiętali ich położenie. Rzecz bez wątpienia dotyczy czasów pańszczyzny, płaczu na granicy nikt już nie usłyszy, graniczne wzniesienia wessała ziemia, ocalało jedynie przysłowie.

Warto na koniec przytoczyć aspekt tajemniczości tych kopców, bowiem jak pisze Ryszard Kiersnowski w swoim opracowaniu na temat Znaków Granicznych, w czasach pogańskich, szczególnie na Pomorzu, stawiano mogiły na granicach. Stanowiły one potem linię graniczną. Ten stary pogański zwyczaj grzebalny idealnie wpasowuje się w mistykę Świątyni Słońca. Często miejsca, które były otoczone kultem, były też miejscami gdzie w okolicy chowano ludzi. O Świątyni Słońca mamy niewiele opowieści. Są tacy, którzy uważają, że kult pogański w tym miejscu to wymysł grupy ludzi, która chciała stworzyć atrakcję turystyczną. Ale znane są w Nowinach Horynieckich podania o tym, że jeszcze przed wojną byli ludzie, którzy interesowali się tym miejscem jako miejsca kultu. Być może gdyby nie wojna, do dziś ten kamienny kręg zachowałby się w lepszym stanie? W każdym bądź razie na pewno został zdekompletowany. Jednak na miejsce to nie należy patrzeć tylko pod kątem paru kamieni, ale też całego otoczenia. Ciekawym aspektem są właśnie owe kopce, które razem ze Świątynią Słońca tworzą prostą linię. Oczywiście powinno być ich więcej. Niekończenie tworzyły linię prostą, ale uwzględniając też naturalne elementy ukształtowania terenu, takie jak doliny, czy strumienie, zaginały linię graniczną. Wydaje się tu bardzo ciekawe to, że mamy granicę w okolicy Świątyni Słońca, zwłaszcza, że kopce graniczne znajdują się też przy Krągłym Goraju, który według lokalnych podań jest kurhanem. Miedzy Horyńcem a Radrużem na polach są dwa bardzo duże kopce (przez niektórych nazywane kurhanami), obecnie nieco rozorane, ale nadal mają typowo kopcowaty kształt. Tutaj w tej okolicy też biegła granica powiatów. Wygląda na to, że przy okazji tych kopców granicznych można dokopać się do wielu różnych ciekawostek. Temat oczywiście wymaga szczegółowych badań, niemniej jednak rysuje się tutaj ciekawy obszar do eksploracji. Śmiało można powiedzieć, że trasa dawnej granicy powiatów naszpikowana jest wieloma atrakcjami. Być może uda się kiedyś z tego zrobić szlak? Znaki Graniczne, jak pisał pan Kiersnowski, to nie tylko kopce czy naturalne ukształtowanie terenu. Często były to niezwykłe czy charakterystyczne drzewa, kopce z kamieni usypane wokół drzew, znaki ciosane na drzewach, drewniane czy stalowe słupy, wały albo rowy, krzyże czy figury. Do dziś można znaleźć niektóre tego typu znaki znaleźć.

Kategorie
I Wojna Światowa

Krzyż Alfreda Wittmanna w okolicy Nowin Horynieckich

12 czerwca 1915 roku na ziemi lubaczowskiej rozpoczęła się ofensywa wojsk niemieckich i austriackich przeciwko osadzonym na pozycjach Rosjanom. Był to ciągły ryk, kanonada i eksplozje artyleryjskie. Dopiero po kilku dniach opór rosyjski został przełamany i wojska nacierające ruszyły do przodu. W Nowinach Horynieckich Rosjanie dawali szczególnie zacięty opór, w czym sprzyjało im ukształtowanie terenu, gdzie z góry niczym kosą wycinano nacierającą armię niemiecko-austriacką. 20 czerwca walki były szczególnie zacięte i od rana trwał ciągły ogień artyleryjski i z karabinów. Podczas próby zdobycia pozycji rosyjskich, zginęło łącznie około tysiąc żołnierzy obu armii, wśród nich porucznik Alfred Wittmann.

Z relacji jednej z mieszkanek Nowin, możemy się dowiedzieć, że w tych lasach były zbiorowe mogiły z czasów I Wojny oznaczone drewnianymi krzyżami i ogrodzone kolczastym drutem. Jeszcze jakiś czas temu rosły tam dywanami barwinki, które dzieci wykopywały do przystrajania grobów na święta. W roku 1923, kiedy Austriacy porządkowali cmentarzyska w Polsce z czasów Wielkiej Wojny, do Nowin przyjechała pani, ubrana wystawnie, na czarno, z dużym kapeluszem. Wzbudzała powszechne zainteresowanie. Była to pani Wittmann, która przywiozła ze sobą krzyż. Wygląda na to, że w momencie, gdy rozkopywano zbiorowe mogiły i identyfikowano żołnierzy, pani Wittmann postanowiła, by jej ostatni syn pozostał w miejscu, gdzie zginął, zamiast w zbiorowym cmentarzu.

Oto inskrypcja z krzyża, jest to obecnie jedyny znany poległy żołnierz w bitwie pod Nowinami – ze strony: roztocze.it.home.pl

HIER RUHT
LEUTNANT D.R. 19 BAYR. R.R.
ALFRED WITTMANN
AUS KEMPTEN
INHABER D. EIS. KR. U. D. MIL. V. O.
GEFALLEN 20 JUNI 1915
DER DRITTE U. LETZTE UNSERER
INS FELD
GEZOGENEN
SÖHNE. SEI-
NE BRÜDER
FRITZ U. OS-
KAR FIELEN IN
FRANKREICH
1914

TU SPOCZYWA
PODPORUCZNIK REZERWY 19. BAWARSKIEGO REZERWOWEGO PUŁKU [PIECHOTY]
ALFRED WITTMANN
Z KEMPTEN
POSIADACZ ŻELAZNEGO KRZYŻA I ORDERU ZA ZASŁUGI WOJSKOWE
POLEGŁY 20 CZERWCA 1915
TRZECI I OSTATNI Z NASZYCH SYNÓW, KTÓRZY WYRUSZYLI NA POLE BITWY.
JEGO BRACIA FRITZ I OSKAR POLEGLI WE FRANCJI W 1914

Więcej na temat tego krzyża szukajcie na stronie http://ziemialubaczowska.pl/krzyz-alfreda-wittmanna/

Kategorie
I Wojna Światowa

Oznakowanie Krzyża Alfreda Wittmanna

Lasy Państwowe, podobnie jak w przypadku Świątyni Słońca, zrobiły też oznakowanie i informację dla Krzyża Alfreda Wittmanna. Administracyjnie krzyż jest w lasach horynieckich, jednakże najbliżej stąd do Nowin, dlatego uznajemy go za nowiński 😉 Poczytajcie historię tego krzyża na stronie: http://ziemialubaczowska.pl/krzyz-alfreda-wittmanna/

krzyż wattmanna (1) krzyż wattmanna (2) krzyż wattmanna (3) krzyż wattmanna (4)

Kategorie
Geoturystyka

Świątynia Słońca oznakowana!

Od zawsze kamienie Świątyni Słońca były trudne do odnalezienia, oznakowanie było śladowe, ale w końcu doczekaliśmy się i teraz to miejsce wreszcie już jest opisane 🙂

świuatynia słońca (1)świuatynia słońca